10 nietypowych porad o zdrowiu

facebooktwitterpinterest

protein

Wszyscy wiemy, że trzeba jeść zdrowo (cokolwiek by to miało znaczyć), nie zarywać nocy, pić dużo wody i, oczywiście, ćwiczyć. Nic nowego. Teraz pora na coś bardziej nietypowego. Te porady zaprzeczają wszystkiemu, o czym do tej pory słyszeliśmy. Wydają się szalone, ale naprawdę działają! Przekonajcie się sami! 🙂

1. Kawa na lepszą drzemkę. Dokładnie tak. Japońskie badanie wykazało, że osoby, które spożyły 200 mg kofeiny (1-2 filiżanki kawy) zaraz przed ok. 20 min. drzemką, były potem bardziej pobudzone i lepiej wypadły w testach komputerowych niż osoby, które tylko drzemały. Dlaczego tak się stało? Odpowiedź jest dość prosta. Kofeina nie zaczyna działać od razu, ale właśnie po 20-30 min., czyli dokładnie wtedy, gdy drzemka dobiegała końca. Dzięki temu badani obudzili się pełni energii. Dodatkowo, kofeina oczyszcza umysł z adenozyny i zwiększa czujność. “Adenozyna to produkt uboczny bezsenności i aktywności” tłumaczy dr Allen Towfigh, dyrektor medyczny “New York Neurology & Sleep Medicine”. “Gdy poziom adenozyny wzrasta, jesteśmy bardziej zmęczeni. Drzemka pozwala go obniżyć, natomiast kofeina, naturalny bloker adenozyny, zwiększa korzystny wpływ drzemki”.

2. Bez mycia zębów po każdym posiłku. Kiedyś wierzono, że częste mycie zębów sprzyja ich zdrowiu i przekłada się na lepszy wygląd. Dziś wiadomo, że więcej było w tym propagandy koncernów produkujących pasty do zębów niż prawdy. Szczotkowanie zaraz po posiłku lub piciu (zwłaszcza kwaśnym, np. owoce cytrusowe, napoje sportowe i gazowane, pomidory, itp.) uszkadza szkliwo ścierając je “niczym mokry piaskowiec”, twierdzi Howard R. Gamble, były kierownik Akademii Stomatologii Ogólnej w Stanach Zjednoczonych. Warto więc odczekać minimum pół godziny zanim umyjemy zęby, by nie nasilić szkodliwego działania kwasów na szkliwo i nie uszkodzić znajdującej się pod nim warstwy.

3. Większa masa dla mniejszego rozmiaru. Oczywiście, chodzi o masę mięśniową, a nie tłuszczową. Wyrzeźbiona sylwetka wygląda szczuplej nawet jeśli jej posiadacz/-ka waży więcej niż osoba podobnej postury, ale bez mięśni. Najlepszym przykładem są zawodnicy sportów sylwetkowych. Zawodowy kulturysta ważący 100 kg będzie wyglądał o wiele atrakcyjniej niż mężczyzna tego samego wzrostu i o tej samej wadze, który nie ma jednak takiej masy mięśniowej. To samo dotyczy fitnessek, które z reguły ważą więcej nawet na redukcji niż przeciętne kobiety ich wzrostu. Waga nie jest więc jedynym, a już na pewno nie najważniejszym kryterium. Jednak należy tu zaznaczyć, że aby umięśniona sylwetka była atrakcyjna musi być odtłuszczona. W przeciwnym razie zyskamy dość toporny wygląd i za bardzo powiększymy gabaryty, co zwłaszcza w przypadku kobiet nie jest raczej pożądane. Choć co kto lubi. 😉

4. Więcej i rzadziej. lleż to razy słyszeliśmy, że należy jeść pięć-sześć małych posiłków dziennie, by schudnąć i nie odczuwać głodu. Niestety, to wszystko bujda wymyślona przez koncerny spożywcze, które starają się nam wmówić, iż nieustanne jedzenie pozwoli nam schudnąć i jest dla naszego organizmu naturalne. Jednak gdy się bliżej nad tym zastanowimy dochodzimy do wniosku, że ani jedno ani drugie. Ciągłe podjadanie – śniadanie, za dwie godziny przekąska, potem lunch, potem kolejna przekąska i kolacja to tak naprawdę kilkanaście godzin nieprzerwanego jedzenia, bez chwili wytchnienia dla organizmu na przetrawienie. Czy nasi przodkowie faktycznie w ten sposób się odżywali? Oczywiście, że nie! Model żywienia opierał się raczej na jednym dużym posiłku i to, o zgrozo, na noc! Urządzano bowiem obfite uczty wieczorem, gdy wszyscy mogli razem zasiąść do stołu po wykonanych codziennych obowiązkach. Nawet w epoce kamienia łupanego nikt raczej nie myślał o śniadaniu i lunchu, ponieważ rano wyruszano na łowy, by wieczorem móc upiec mamuta albo pożywić się zebranymi roślinami. Dodam jeszcze oczywistą oczywistość, że epidemii otyłości w tamtych czasach nie było. Moda na częste jedzenie pojawiła się wtedy, gdy zaczęliśmy jeść częściej i… nauczyliśmy się liczyć kalorie. Według Amy Goodson, dietetyczki medycyny sportowej w Teksasie, “jedzenie małych ilości węglowodanów powoduje wzrost poziomu cukru we krwi i sprawia, że jesteśmy tylko bardziej głodni”. Poza tym, jedząc mało nasz organizm z czasem przyzwyczai do takich porcji i zwyczajnie przestanie na nie reagować. W efekcie będziemy cierpieć na diecie 1000 kcal, a waga pozostanie taka sama.

5. Woda na wzdęcia. Wydawałoby się, że przy wzdęciach picie wody tylko nasili problem, a brzuch zamiast się zmniejszyć, tylko się powiększy. Otóż nie. Dieta wegańska jest dietą bogatą w błonnik, który pęcznieje w jelitach, rozdymając je i powodując niekoniecznie miłe doznania gastryczne i wizualne. Jest jednak potrzebny do oczyszczania organizmu i przyspieszania procesu przemiany materii, ale żeby dobrze spełniał swoje zadanie potrzebuje wody. Woda wiąże się z rozpuszczalnym błonnikiem i zamienia go w żelowatą substancję. Dzięki temu treść pokarmowa łatwiej przechodzi przez jelita, a wzdęcia się zmniejszają. Inna sprawa, że problem wzdęć pojawia się nie tylko z powodu błonnika, ale również na skutek odwodnienia organizmu. Gdy ciało nie ma wody, dosłownie “chwyta się” tej, która jest dostępna, dając efekt napuchnięcia.

6. Napoje dietetyczne sprzyjają tyciu. Niby paradoks, a jednak. Badania w Akademii Zdrowia Publicznego Johnsa Hopkinsa Bloomberga wykazały, że osoby otyłe, które piły napoje dietetyczne (zero kalorii) zjadały więcej kalorii podczas posiłków niż te, które sięgały po tradycyjne wersje takich napojów. Dodatkowo, badanie przeprowadzone na Uniwersytecie w Teksasie udowodniło, że napoje dietetyczne przyczyniły się na przestrzeni 10 lat do zwiększenia obwodu w talii u konsumentów o aż 70%! Nasz mózg odbiera sztuczne słodziki i inne produkty tego typu (np. bezkaloryczne makarony) jak normalne jedzenie i może prowokować odkładanie się tkanki tłuszczowej oraz nasilać uczucie głodu. Nie wspominając już o tym, że tego typu produkty nie posiadają żadnych wartościowych składników odżywczych tylko sztuczne dodatki i konserwanty mające na celu nadać pożądany smak i “oszukać” naszą psychikę, co nie zawsze się udaje. Co więcej, “niskotłuszczowy”, “bez cukru” czy “light” nie zawsze oznacza mniejszą liczbę kalorii. Czasem jest wprost przeciwnie, więc warto o tym pamiętać, gdy w pogoni za szczupłą sylwetką będziemy się katować np. czekoladą bez cukru, która ma sens w przypadku cukrzyków, ale niekoniecznie osób na diecie.

7. Gorąca herbata na ochłodę. Najnowsze badania pokazują, że gorący napój pozwala ochłodzić organizm. Wydawałoby się to nielogiczne, ale prawda jest taka, że gdy popijamy gorącą herbatę bądź kawę, nasz organizm wychwytuje zmianę w temperaturze i zwiększa produkcję potu, który parując przez skórę, naturalnie chłodzi ciało. Zresztą wystarczy spojrzeć na pewne kraje, w których przy naprawdę bardzo wysokich temperaturach, ludzie z chęcią popijają herbatę “dla ochłody”. Indie, Turcja czy Maroko słyną z kultury picia herbaty bardziej niż chłodna Anglia.

8. Na zmęczenie ćwiczenia. Ileż to razy nie poszliśmy na trening z powodu zbyt dużego przemęczenia. Zmęczenie przestaje jednak być już uzasadnioną wymówką, ponieważ naukowcy udowodnili, że wysiłek fizyczny zwiększa poziom energii nawet wtedy, gdy podejmując ćwiczenia jesteśmy zmęczeni. Wystarczy zaledwie 30 minut umiarkowanej aktywności fizycznej, by się rozbudzić, poprawić sobie nastrój i wysłać endorfiny (hormony szczęścia) do mózgu. Ruch to bowiem najlepszy i najnaturalniejszy środek przeciwdepresyjny. Wszystko co robimy wymaga tlenu, im go mniej, tym bardziej zmęczeni się czujemy. To dlatego praca biurowa przy zamkniętych oknach potrafi niekiedy bardziej wykończyć niż cały dzień pracy fizycznej na świeżym powietrzu. Podczas ćwiczeń dostarczamy organizmowi odpowiednią dawkę pobudzającego tlenu, co nie tylko pozytywnie wpływa na nasz poziom energii, ale również nastrój i sprawność intelektualną. Tak więc rady naszych babć, by czasem wyjść w trakcie nauki i “przewietrzyć” umysł nie są wcale takie głupie.

9. Nie dla mydeł antybakteryjnych. Środki antybakteryjne niekoniecznie uchronią nas przed chorobami i zakażaniem innych. W zasadzie to nie ma żadnych badań naukowych, które potwierdzałyby, że mydła antybakteryjne są w ogóle bardziej skuteczne niż zwykłe. Prawdopodobnie jest to kolejny zabieg marketingowy. Co więcej, długotrwała ekspozycja na niektóre składniki zawarte w tego typu produktach, np. triclosan, może spowodować odporność na niektóre bakterie, a nawet negatywnie wpływać na układ hormonalny, zgodnie z oświadczeniem FDA z 2013 roku. Oczywiście, aby mieć całkowitą pewność konieczne są dalsze badania, a póki co, organizacja wymaga od producentów zaświadczeń o całkowitym bezpieczeństwie ich produktów przy długotrwałym stosowaniu. Stan Minnesota posunął się nawet aż do tego, że wprowadził ustawę (obowiązująca od 2017 r.) zabraniającą stosowania jakichkolwiek środków z dodatkiem triclosanu.

10. Pisanie ręczne. Sztuka pisania listów umarła całkowicie, a młodsze pokolenia zapewne nie wiedzą nawet co to papeteria. Szkoda, ale nie tylko dlatego, że był to piękny zwyczaj. Naukowcy z Uniwersytetu w Indianie odkryli, że pisanie ręczne sprawia, iż lepiej zapamiętujemy zapisane informacje. Mimo iż na studiach coraz modniejsze jest chodzenie na wykłady z laptopami czy iPadami, okazuje się, że stary dobry długopis i kartka papieru sprawią, że nasz mózg lepiej przyswoi materiał. “Aby się czegoś nauczyć, musimy to przetworzyć”, zauważa dr Towfigh. “A proces pisania oznacza właśnie takie przetwarzanie informacji. Poza tym, gdy przeglądamy notatki, już na tym etapie rozpoczyna się zapamiętywanie”. Warto zatem trenować nie tylko ciało i umysł, zwłaszcza, że sposób jest wyjątkowo prosty.

Źródło:

Podobne artykuły:

Dodaj komentarz