Alkohol na zdrowie?

facebooktwitterpinterest

1935693_1097201400502_1913588_n

Statystyki mówią, że piwo to obecnie najczęściej konsumowany napój alkoholowy na świecie i trzeci wśród jakichkolwiek napojów, zaraz po wodzie i herbacie (sic!). Niektórzy uważają, że piwo to także najstarszy napój fermentowany. Proces produkcji opiera się na zmieszaniu różnych ziaren zbóż, takich jak na przykład kasza, proso lub kukurydza z wodą i przeprowadzeniu procesu fermentacji z użyciem drożdży piwowarskich. Powstała ciecz jest dodatkowo aromatyzowana chmielem, który nadaje piwu charakterystyczny, cierpki smak. Współczesne metody browarnicze wykorzystują także różne środki oczyszczające, dzięki którym napój zyskuje krystaliczny, jasny odcień. Czy warto jednak pić alkohol?

Nie od dziś wiadomo, że alkohol tuczy, a zwłaszcza piwo, które powoduje tzw. „mięsień piwny”, który bez problemu można zaobserwować u większości piwoszy. Jak więc działa ten mechanizm? Standardowa butelka piwa to ok. 120-150 kcal, ale jako że piwo jest znacznie tańszym alkoholem niż np. wino, łatwiej o wypicie większych ilości. To samo dotyczy procentowej zawartości alkoholu. Łatwiej wypić kilkanaście piw niż butelek wódki, choć nie wątpię, że i tacy się znajdą. Kolejny czynnik, który odgrywa tutaj niezwykle ważną rolę, to pobudzanie apetytu. Alkohol sprawia, iż budzi się w nas ochota na tłuste, zazwyczaj niezdrowe jedzenie. Nic dziwnego, że piwu często towarzyszą prażone orzeszki, czipsy, skrzydełka kurczaka smażone w głębokim oleju, itp. Poza tym, rozkład alkoholu w organizmie następuje przed procesem spalania tłuszczu, co oznacza, że częste picie piwa wraz ze spożywaniem tłustych przekąsek sprawi, iż tłuszcz ten pozostanie niestrawiony i zmagazynowany w postaci dodatkowej masy ciała.

Ponadto, alkohol utrudnia normalny metabolizm witamin, minerałów i podstawowych substratów energetycznych. Jest czymś w rodzaju „anty składnika odżywczego”, dlatego też często mówi się o nim, że „zawiera puste kalorie”. Hamuje bowiem konwersję witamin z grupy do aktywnych koenzymów biorących udział w generowaniu energii z węglowodanów, białek i tłuszczów. Co więcej, może podrażniać układ pokarmowy i tym samym upośledzać przyswajanie przez organizm składników odżywczych. Natomiast u osób z przewlekłymi chorobami układu pokarmowego jest wręcz zabroniony, ponieważ nasila syndrom jelita drażliwego, bóle brzucha i dyspepsję (zespół objawów w nadbrzuszu środkowym w postaci: poposiłkowego uczucia pełności, wczesnego uczucia sytości, bólu i/lub uczucia pieczenia w nadbrzuszu).

Nie jest też nowością, że alkohol raczej zdrowiu wątroby nie sprzyja. Alkoholowe zapalenie wątroby rozwija się w przypadku nadużywania alkoholu etylowego, gdyż to właśnie w wątrobie jest on metabolizowany. Poza uszkodzeniem samej wątroby, można zaobserwować zmiany w wielu innych narządach organizmu. W zależności od czasu i ilości spożywanego alkoholu oraz uwarunkowań genetycznych, szkody wyrządzone wątrobie mają postać stłuszczenia, zapalenia lub marskości. Ile trzeba pić, by zachorować? Naukowcy uważają, że ok. 2 l piwa dziennie lub 5-6 drinków. Warto też zaznaczyć, że bardziej narażone są kobiety, które potrzebują znacznie mniejszej dawki alkoholu, by doszło u nich do uszkodzenia wątroby. Piwo także zawiera etanol, który w procesie metabolizowania zamienia się w aldehyd octowy, silny czynnik rakotwórczy, sprzyjający rozwojowi raka jamy ustnej, żołądka i piersi.

Alkohol sprzyja również powstawaniu stanów zapalnych organizmu (więcej: http://www.vegangirl.pl/stan-zapalny-choroby-i-nadprogramowe-kilogramy/), a u osób z zaburzeniami psychicznymi „wyzwala” negatywne objawy zaburzeń lękowych (w tym fobii społecznej) i powoduje stany depresyjne. Inne negatywne skutki to problemy z zasypianiem i zakłócenia snu, osłabienie koncentracji oraz zaburzenia ogólnego rozwoju ruchowego u dzieci, których matki spożywały alkohol w ciąży i w okresie karmienia piersią. Ciekawostką jest również to, że krew piwoszy bardziej smakuje komarom! O ile w Polsce ugryzienie komara nie grozi raczej zachorowaniem na żadną niebezpieczną chorobę, o tyle w krajach bardziej egzotycznych może się wiązać z ryzykiem encefalopatii, malarii czy też gorączki tropikalnej.

Kolejny to problem to niedobory minerałów. Alkohol działa niczym środek moczopędny, który wypłukuje z organizmu wapń i magnez. Obydwa niezwykle ważne dla zdrowia pierwiastki – wapń utrzymuje w dobrej kondycji kościec, zapobiegając złamaniom i osteoporozie, z kolei magnez to współczynnik wielu enzymów biorących udział w przekazywaniu grup fosforanowych w celu wytworzenia ATP (energii). Zwiększone wydalanie magnezu z organizmu na skutek pocenia się może powodować także skurcze mięśni, osłabienie i arytmię. Jednak skutki te dotyczą głównie osób regularnie nadużywających alkoholu.

Czy jest więc dość pozytywnego? Oczywiście! Zawsze są dwie strony medalu. Liczne badania pokazują, że u osób, które piły jeden do dwóch drinków dziennie śmiertelność lub ryzyko zgonu były znacznie mniejsze. Najlepszymi trunkami okazało się czerwone wino i ciemne piwo ze względu na dużą zawartość antyoksydantów zwanych polifenolami, które ponoć chronią przed rozwojem nowotworów. Umiarkowane spożycie alkoholu pomaga także w uregulowaniu poziomu cholesterolu HDL, czyli tzw. „dobrego” cholesterolu, co pomaga w profilaktyce chorób serca. Ponadto, alkohol może także wpływać na uruchamianie mechanizmów przeciwzakrzepowych, co zapobiega powstawaniu niebezpiecznych skrzepów krwi. Optymalna ilość alkoholu dzienne to jedna lampka wina w przypadku kobiet i dwie w przypadku mężczyzn. Niektóre badania wykazały, że po przekroczeniu tej ilości wskaźnik śmiertelności wzrastał. Zbyt duża ilość alkoholu pita regularnie działa przeciwnie i zwiększa ryzyko chorób serca podnosząc ciśnienie krwi i poziom lipidów.

Jednak najbardziej nurtującym pytaniem dla sportowców jest to, czy alkohol faktycznie negatywnie wpływa na procesy regeneracyjne organizmu. Zdania są, jak zwykle, podzielone. Jedni naukowcy twierdzą, że alkohol pity zaraz po treningu utrudnia regenerację, ponieważ sprzyja odwodnieniu i ingeruje w syntezę glikogenu. Blokuje resyntezę zapasów glikogenu i może utrudniać magazynowanie glikogenu w mięśniach. Niektóre badania wykazały, że uzupełnienie tych zapasów zajmuje dwukrotnie więcej czasu u sportowców, którzy pili po treningu alkohol. Aczkolwiek może być to spowodowane nieodpowiednią podażą węglowodanów w posiłku potreningowym, które zostały częściowo „zastąpione” przez alkohol. Oczywiście, ani piwo ani wino nie może być uważane za wartościowe źródło węglowodanów. Dodatkowo, ze względu na fakt, że alkohol rozszerza naczynia krwionośne utrudnia leczenie wszelkiego rodzaju kontuzji i ran, jak na przykład opuchnięcia lub krwawienie.

Jednak jest i przeciwny obóz naukowców, którzy twierdzą, że lampka czerwonego wina po treningu to doskonały wybór.  Prof. Miloš Táborský ze Szpitala Uniwersyteckiego Palacký przeprowadził ciekawy eksperyment, który pokazał, że wino (zarówno białe, jak i czerwone) znacząco podnosiło poziom cholesterolu HDL i obniżało LDL, ale tylko u osób aktywnych fizycznie. „Nasze badanie wykazało, że umiarkowane picie wina wraz z regularnymi ćwiczeniami poprawia czynniki ryzyka rozwoju miażdżycy” – przyznaje. Okazuje się zatem, że taka kombinacja jest najlepsza w profilaktyce chorób układu krążenia. Z kolei inne badania pokazały, że włącznie wina jako napoju potreningowego może właściwie sprzyjać regeneracji ze względu na duża zawartość polifenoli w skórkach winogron, które neutralizują szkodliwe działanie wolnych rodników. A cząsteczki te wydzielają się w znacznie większych ilościach m.in. podczas intensywnych treningów wytrzymałościowych.

Reasumując, umiarkowane spożycie (1-2) odpowiedniego rodzaju alkoholu nie jest niebezpieczne dla zdrowia, a według niektórych badań może być wręcz korzystne pod warunkiem zachowania regularnej aktywności fizycznej. Jak zawsze, okazuje się, że zdrowia dieta, ruch i umiar to najlepsza recepta na zdrowie.

10487324_10202009791356608_1928804479662744176_n

Źródło:

Podobne artykuły:

1 Response

Dodaj komentarz