Frutarianizm

facebooktwitterpinterest

banana

Frutarianizm, czyli dieta składająca się przynajmniej w 75% z samych surowych owoców, resztę stanowią orzechy i nasiona oraz niektóre warzywa, jak np. pomidory i ogórki. Frutarianizm w naturalny sposób łączy się z witarianizmem (dieta oparta na spożywaniu surowych produktów, bez podgrzewania powyżej 40 °C) i oczywiście weganizmem. Frutarianizm to wysokokaloryczna i wysokowęglowodanowa dieta, w której dzienna podaż kalorii pochodzących z samych owoców wynosi średnio 3,000-6,000 kalorii. Jednak zwolennicy takiego stylu odżywiania się twierdzą, że bynajmniej nie można na niej utyć. Wydaje się zatem, że frutarianizm to prawdziwa dieta cud – jemy bardzo dużo, nie czujemy głodu, a do tego możemy pochwalić się pięknie wyrzeźbioną sylwetką, bez grama tłuszczu.

Trzydziestoparoletnia Australijka, FreeLee, znana również jako „Banana Girl”, wraz ze swoim partnerem (Durianrider) zachęcają do diety składającej się z… bagatela 30 bananów dziennie! Brzmi niewiarygodnie, ale patrząc na idealną sylwetkę FreeLee nawet największy sceptyk zacznie się zastanawiać, czy aby na pewno nie ma tu nic na rzeczy. Nie jest też żadnym zaskoczeniem, że dieta „30 bananów dziennie” zrzesza tysiące fanów z całego świata, tworząc coś na kształt frutariańskiej komuny – „my” kontra reszta zakłamanego świata. Zarówno FreeLee, jak i Durianrider traktują promowanie swojej diety jako życiową misję mającą na celu uzdrowienie chorego społeczeństwa, a najlepszą reklamą diety są, oczywiście, oni sami. Atrakcyjna dziewczyna o figurze, jakiej nie powstydziłaby się niejedna modelka fitness i długodystansowy kolarz. Ze wsparciem idzie również ultramaratończyk i jogin-surfer. Wszyscy piękni, szczupli, idealnie wyrzeźbieni i zawsze uśmiechnięci od ucha do ucha – naprawdę trudno nie dać się przekonać.

banana girlBanana Girl

Frutarianizm pozwala nie tylko oczyścić organizm i zrzucić zbędne kilogramy, ale również poprawić samopoczucie, wyleczyć się z depresji i znacząco zwiększyć zasoby energii. Do tego, cera nabiera blasku, a wszelkie problemy skórne (z trądzikiem łącznie) stają się przeszłością. Frutarianie uważają, że wszelkie niezbędne składniki odżywcze znajdują się w owocach, np. owoc dostarcza średnio 6% białka, więc spożywając odpowiednią liczbę kalorii, można bez problemu zaspokoić swoje dzienne zapotrzebowanie. Dodatkowo, organizm jest lepiej nawodniony ze względu na dużą zawartość wody w owocach. Zwiększona jest również ilość błonnika w diecie, dzięki czemu poprawia się metabolizm, ale też więcej czasu spędzamy w toalecie. FreeLee mówi, że ciało zaczyna funkcjonować inaczej, usuwane są toksyny, więc „zwiększa się ruch jelitowy”. Poza tym, naturalna fruktoza ma zupełnie inny wpływ metaboliczny na organizm człowieka niż przetworzony cukier (sacharoza), właśnie za sprawą błonnika.

Ponadto, frutarianie uważają, że większość chorób cywilizacyjnych takich jak otyłość, choroba serca, cukrzyca i nowotwory są spowodowane niewłaściwą dietą obfitującą w produkty pochodzenia zwierzęcego. Dodatkowo powołują się na długowieczność niektórych społeczności, których dieta była wysokokaloryczna i niskotłuszczowa (np. Abchazja, Vilcabamba, Hunza). Co więcej, przeciętny frutarianin może poszczycić się zaledwie kilkuprocentową tkanką tłuszczową. Czy jest to atrakcyjne czy nie pozostawiam każdemu do indywidualnej oceny.

fruitarianThe Fruitarian

Mimo iż dieta brzmi cudownie, ze względu na swoją „monotematyczność” wzbudza wiele zastrzeżeń i kontrowersji. Mnie osobiście dziwi jedna rzecz – dlaczego spożywanie samych owoców i warzyw wydaje się być tak szokujące, podczas gdy wysokotłuszczowe i wysokobiałkowe diety bazujące głównie na mięsie zdają się budzić mniej kontrowersji. Główny zarzut jest taki, że owoce nie dostarczają wszelkich niezbędnych składników odżywczych. Gaynor Bussell z Brytyjskiego Związku Żywieniowego zwraca uwagę, iż przy tego typu diecie mogą pojawić się poważne niedobory kwasów tłuszczowych, witaminy B12, żelaza i wapnia. A to wszystko prowadzi do zmęczenia, letargu, anemii, a także zwiększa ryzyko osteoporozy. Ponadto, może osłabić układ odpornościowy. Inny zarzut jest taki, że dieta obfitująca we fruktozę jest niebezpieczna dla osób cierpiących na zaburzenia metabolizmu cukru (cukrzyce, hiperglikemię), zaburzenia czynności wątroby, nerek, przewlekłe rozwolnienia, itp.

Inny zarzut, jest taki, że frutarianizm prowokuje zaburzenia odżywiania. Po części zgadzam się z tym argumentem, ale ujęłabym to nieco inaczej. Diety tego typu (niestety weganizm również) przyciągają ludzi, którzy mają za sobą jakieś doświadczenia z anoreksją, bulimią, ortoreksją lub wszystkim naraz. Obsesja szczupłej sylwetki i zdrowego jedzenia to droga, którą przeszło wielu frutarian. FreeLee i jej partner otwarcie przyznają się do tego typu zaburzeń, podobnie jak Tom Billings, który szczegółowo opisał w Internecie swoje przygody z witarianizmem i frutarianizmem oraz…anorexią nervosą.

Skąd ten związek? Dlaczego wielu frutarian i wegan zajmuje się uprawianiem ekstremalnych sportów wytrzymałościowych typu ultramaratony, ultratriatlony, itp.? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, ale pewne zależności są dość oczywiste. Dieta frutariańska, nawet jeśli budzi zdziwienie, nie niesie ze sobą tych wszystkich negatywnych konotacji jak zaburzenia odżywiania. Innymi słowy, nazywając siebie frutarianinem dana osoba wychodzi poza chorobę psychiczną, jaką jest anoreksja czy bulimia. Czuje się uzdrowiona, bo przestaje liczyć kalorie i prowokować wymioty, teraz już „tylko” kontroluje listę produktów. A lista ta, jak wiadomo, jest mocno okrojona. Frutarianin, podobnie jak anorektyk, czuje się poniekąd lepszy od reszty społeczeństwa, bo…nie je wszystkiego jak „zwykli ludzie”. Różnica jest tu tylko taka, że frutarianin odmawia sobie pewnych produktów, podczas gdy anorektyk kalorii. Frutarianin wierzy, że dieta daje mu zdrowie (a przy okazji szczupłą sylwetkę), z kolei dla anorektyka zdrowie nie ma najmniejszego znaczenia. Jednak jedno i drugie w jakimś stopniu zbiega się do rozpaczliwej potrzeby kontrolowania swojego życia. I ta niemożność kontroli przejawia się w obsesyjnych wręcz ograniczeniach narzuconych w diecie.

Większość frutarian przyznaje, iż cierpiało na różne formy zaburzeń odżywiania. Niektórzy byli uzależnieni od alkoholu i narkotyków, inni borykali się z depresją lub przeszli załamanie nerwowe. Znany ultramaratończyk – weganin, Rich Roll, był alkoholikiem, a nasza naczelna krajowa podróżniczka – również weganka, Beata Pawlikowska, niedawno przyznała się do licznych uzależnień i zaburzeń odżywiania.  Do tego pojawia się jeszcze kwestia kompulsywnych ćwiczeń, którym upust można dać przygotowując się do licznych, ekstremalnych zawodów typu ultramaraton czy ultratriatlon. Przebiegnięcie 160 km budzi podziw i szacunek, mało kto dopatrzy się w tym znamion jakiegokolwiek zaburzenia. A jednak uważam, że czasem tak właśnie jest i stąd ta korelacja pomiędzy ścisłą dietą frutariańską/wegańską a ekstremalnym wysiłkiem fizycznym.

Frutarianizm może być zatem formą ratunku dla osób, które borykają się z różnymi zaburzeniami psychicznymi i uzależnieniami. Daje im poczucie bezpieczeństwa i kontroli, którego tak pragną, jednocześnie oferując nadzieję na ozdrowienie ciała i duszy. Być może to lepsza droga niż anoreksja lub bulimia, ale równie trudno i być może wcale nie zdrowsza. Oglądam zdjęcia Fruitariana i Durianridera, i pomimo najszczerszych chęci, nie widzę zdrowych, pełnych życia mężczyzn. Widzę wychudzone ciała, prawie bez mięśni, z zapadniętymi policzkami. Oglądam filmiki FreeLee na youtubie i nie mogę pozbyć się wrażenia, że jest w nich coś nieszczerego i przeidealizowanego. Chciałabym bardzo wierzyć, że te codzienne, kilkudziesięciokilometrowe przejażdżki rowerowe na czczo i wypijanie koktajli z kilkunastu bananów naprawdę dają jej szczęście, a nie są wynikiem jakiegoś chorego, głęboko zakorzenionego przymusu. Niestety, nie mogę. Po prostu nie widzę tej witalności i radości życia, które ponoć pojawiają się na diecie witariańskiej.

Jednak wierzę, że każdy z nas ma prawo podążać taką drogą, jaką sam uzna za słuszną. Warto tylko czasem posłuchać argumentów drugiej strony i ocenić, czy to, co robimy naprawdę daje nam szczęście, czy tylko sobie wmawiamy, że tak jest. Osobiście jestem pewna, że wypróbuję dietę frutariańską krótkoterminowo, by na własnej skórze przekonać się o efektach. 🙂

Źródło:

Podobne artykuły:

Dodaj komentarz