Gdyby rzeźnie miały szklane ściany…

Zdjęcie: Fabian Blank

Paul McCartney powiedział kiedyś, że „gdyby rzeźnie miały szklane ściany, każdy byłby wegetarianinem”. Poza paroma przypadkami sadystów, jestem pewna, że tak właśnie by było. Jednak nawet pomimo braku tych szklanych ścian, i tak możemy bez problemu dowiedzieć się, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami rzeźni. Obecnie powstało tyle filmów i materiałów kręconych z ukrycia przez organizacje zajmujące się ochroną praw zwierząt, że trudno mieć jakiekolwiek wątpliwości, iż tzw. „produkcja mięsa” to nie jest humanitarny biznes. Nawet pomimo różnych regulacji, zwierzęta są w dalszym ciągu torturowane (tak, inaczej tego nazwać się nie da) i zabijane w bestialski sposób. Niektórzy powiedzą, że są też farmy ekologiczne, gdzie ubój odbywa się w sposób humanitarny. Otóż nie ma czegoś takiego jak ubój humanitarny. To oksymoron wymyślony po to, by uspokoić nasze sumienia. Wiem, że nie każdy, kto je mięso jest sadystą i dlatego potrzebuje to sumienie często uspokajać. Niektórzy mięsożercy to nawet „miłośnicy zwierząt”. Mają psy, koty, gryzonie, nawet konie, a jednocześnie na obiad jedzą wieprzowinę czy wołowinę, i absolutnie nie widzą w tym żadnego problemu. Dlaczego? Skąd ta hipokryzja?

Powodów jest kilka. Po pierwsze, nauczyliśmy się żyć w świecie pewnej iluzji. Wypieramy nieprzyjemne fakty i udajemy, że te kawałki mięsa elegancko zapakowane w folię na sklepowych półkach to wcale nie są kawałki zwierząt. To po prostu „produkt”, jeden z wielu, jakoś tam wytworzony, ale nie mający związku ze słodkim prosiaczkiem czy cielaczkiem, które podziwiamy, na przykład, na zdjęciach w Internecie. Takie maluchy chętnie oglądamy na filmach czy fotografiach, wzruszamy się nimi, jakie są prześliczne, a potem bez mrugnięcia okiem…zjadamy (sic!). Zgadzamy się na to, żeby były żywcem kastrowane, obdzierane ze skóry, kolczykowane, wieszane na hakach i wrzucane do gotującego się wrzątku. To nie są ekstremalne przypadki, taka jest norma w wielu rzeźniach na całym świecie. Możemy udawać, że tego nie wiemy, nie dopuszczać do siebie tej myśli, nie słuchać ludzi, którzy o tym mówią, ale to nie zmieni faktu, iż takie sytuacje mają miejsce i dzieją się na porządku dziennym. I, niestety, dalej będą się działy jeśli czegoś z tym nie zrobimy. My – jako świadomi i odpowiedzialni obywatele. A zrobić możemy tylko jedno –przestać jeść mięso i nabiał, przestać napędzać ten okrutny przemysł.

Swego czasu krążył w sieci film na youtubie, który pokazywał ciekawy eksperyment. Pan w supermarkecie dawał ludziom do posmakowania kawałki kiełbasy. Kupujący chętnie próbowali, doceniali smak kiełbasy i wyrażali chęć kupna produktu. Wtedy sprzedawca wyciągał prosiaka, którego wsadzał do atrapy maszyny, która miała rzekomo „przerobić” zwierzę na mięso. Dosłownie każdy się oburzał i rezygnował z kupna kiełbasy. Dlaczego? A no właśnie dlatego, że co innego kupić gotową kiełbasę czy szynkę, a co innego zobaczyć na własne oczy „proces produkcji”. Co innego zobaczyć, skąd to mięso faktycznie pochodzi i uświadomić sobie, że to nie jest martwy udziec, ale noga kiedyś żyjącego zwierzęcia, któremu tę nogę po prostu ucięto. Mięso to przecież nic innego jak ciało okrutnie zamordowanej, niegdyś żyjącej, czującej i cierpiącej istoty. Dodam – czującej i cierpiącej dokładnie w ten sam sposób, jak człowiek, bo układy nerwowe zwierząt (wbrew obiegowej opinii) nie różnią się zbytnio od układu nerwowego człowieka. Zwierzęta dokładnie tak samo odczuwają ból, jak również inne emocje związane z całym tym procederem, gdy odbiera się im życie dla produkcji mięsa. Odczuwają strach, przerażenie, popadają w depresję, mają traumy, niektóre płaczą i wyją z bezsilności. Odbieranie zwierzętom zdolności odczuwania tych uczuć, to kolejny sposób na usprawiedliwianie własnego sumienia. Im mniej „ludzkich” cech, tym łatwiej zabić.

Można też wmawiać sobie, że jedne zwierzęta są wartościowsze od innych. W końcu świnia to nie pies czy kot, a krowa to nie koń. Faktycznie, są to inne gatunki zwierząt, ale tak samo odczuwają strach i ból. Tak samo chcą żyć. W Polsce oburzamy się na myśl o zjedzeniu psiny czy koniny, w innych krajach jest to całkowicie normalne i nie wzbudza żadnych emocji. To, jakie zwierzę będziemy uważać za „ważniejsze” jest w dużej mierze uwarunkowane kulturowo i społecznie. Nie bez znaczenia jest też religia – w niektórych nie spożywa się wieprzowiny, w innych wołowiny, w jeszcze innych promowany jest wegetarianizm, a w naszym rodzimym chrześcijaństwie – ofiary ze zwierząt dla starotestamentowego Boga. Na Zachodzie tak sobie po prostu wymyśliliśmy, że pies czy kot będzie naszym przyjacielem rodziny, a świnię zjemy na obiad. Kupimy drogiego konia sportowego za szalone pieniądze, którego będziemy pielęgnować najdroższymi środkami i o którego będziemy dbać niekiedy lepiej niż o samych siebie, a krowę bez skrupułów zarżniemy (co prawda, nie własnoręcznie, bo kto by się chciał ubrudzić?) i zjemy na rodzinnym obiedzie. Nie ma w tym żadnej logiki, są jedynie przyzwyczajenia.

Ktoś powie, że przecież musimy jeść mięso, bo mięso jest zdrowe i potrzebne, a człowiek jest mięsożerny. Co drugi lekarz potwierdzi tę chorą tezę i znajdzie setki sponsorowanych „badań”, które potwierdzą dosłownie wszystko – to, że mięso jest nam potrzebne, że od mleka „będziesz wielki”, a ostatnio nawet, że lekka otyłość jest wskazana (sic!). Kiedyś lekarze zalecali palenie papierosów i na życzenie pewnych koncernów nikotynowych głosili wszem i wobec, że nikotyna nie ma żadnych skutków ubocznych dla zdrowia.

Jeśli mięso jest tak niezbędne dla zdrowia, dlaczego weganie są w stanie żyć bez tego składnika diety? Jak to się dzieje, że zazwyczaj wyglądają lepiej, mają lepszą formę fizyczną, rzadziej chorują, nigdy nie cierpią na otyłość? Gdyby mięso było konieczne do przeżycia, weganizm nie miałby racji bytu, ponieważ każda osoba na takiej diecie prawdopodobnie umarłby w ciągu paru miesięcy jej stosowania. A tu się okazuje, że nie tylko da się przeżyć, ale wręcz poprawia się jakość całego życia. Dlaczego więc mainstreamowe media i tzw. autorytety o tym nie mówią? Odpowiedź jest prosta. Przemysł mleczarski i mięsny to wielomiliardowy biznes, który sponsoruje liczne firmy i organizacje. Dla przykładu, niektóre organizacje do walki z rakiem publicznie promują mleko i produkty odzwierzęce jako część podobno zdrowej diety przeciwnowotworowej, podczas gdy nie od dziś wiadomo, iż to właśnie te produkty zazwyczaj są sprawcami nowotworów u ludzi. Powód? Kilku sponsorów tych organizacji to producenci mięsa. Producentów tych stać także na zlecenie „badań” z odgórnie wiadomymi wynikami. Każde badanie naukowe da się bowiem przeprowadzić tak, by potwierdzić z góry ustaloną tezę. A ludzi nietrudno przekonać do pewnych zachowań, zwłaszcza gdy są one powielane przez tzw. większość. Skoro wszyscy tak robią, to musi to być słuszne. Niestety, rzadko kiedy tak jest i ślepe podążanie za tłumem bywa złudne. Dzięki reklamom i niezbyt kompetentnym lekarzom powielającym bzdury zasłyszane m.in. w takich reklamach i innych materiałach, rodzice wierzą, że naszpikowane chemikaliami serki i jogurty są najlepszym pożywieniem dla ich rosnącego dziecka aniżeli świeże warzywa czy owoce. W końcu dzieci przecież „nie lubią” warzyw i owoców. A nie lubią ich dlatego, że od małego są karmione sztucznym pożywieniem, całkowicie zmieniającym sposób trawienia i odczuwania smaku. Organizm człowieka jest w stanie przyzwyczaić się do naprawdę bardzo wielu rzeczy. Dla przykładu, organizm narkomana przyzwyczaja się do narkotyków. Bez nich nie jest już w stanie normalnie funkcjonować. Ba, często ich odstawienie kończy się szybszą śmiercią niż gdyby to miało miejsce w przypadku dalszego zażywania. Trudno jednak wysunąć tezę, że narkotyki są dobre dla zdrowia i warto je stosować. Można się tu kłócić, że narkotyki zawsze zabijają, a mięso niekoniecznie. Faktycznie, mięso bezpośrednio nie zabija. Zabijają liczne choroby, które wiążą się z jego spożywaniem. Palenie papierosów też podobno nie zabija. Niektórzy dożywają nawet setki, czy jednak mówi się o tym, jakoby palenie miało wydłużać życie?

Mięsożercy często korzystają także z argumentu, że przecież inne zwierzęta również zjadają mięso. Tak, tylko mamy tu parę „ale”. Po pierwsze, dzikie zwierzęta prowadzą, delikatnie mówiąc, nieco odmienny tryb życia niż współczesny człowiek. Jak wspomniałam powyżej, człowiek nie jest stricte mięsożerny w przeciwieństwie do np. wilka czy lwa. Zwierzęta mięsożerne muszą jeść mięso, by przeżyć. W przypadku człowieka jest to tylko i wyłącznie jego wybór. Możemy jeść mięso, ale nie musimy. Od mięsa nie zależy ani nasze zdrowie, ani tym bardziej przeżycie. Jest to zwykła fanaberia smakowa, którą dalej z rozmachem kultywujemy nie bacząc na konsekwencje. Niektórzy uważają, że ich ciało „potrzebuje” mięsa. Słyszałam nawet teorię, iż wynika to z grupy krwi (sic!). Podobno osoby te próbowały nie jeść mięsa, ale nie były w stanie wytrzymać. Zastanawiam się, co takiego się działo? Mieli gorączkę, drgawki, syndrom odstawienia jak w przypadku innych uzależnień? Bardzo możliwe, bo jedzenie mięsa to forma uzależnienia. Uzależniamy się od smaku i przekonania, iż mięso jest nam potrzebne. Ja również jako dziecko jadłam mięso i słyszałam od rodziców czy nauczycieli w szkole, że jest ono zdrowie i potrzebne do prawidłowego rozwoju. Słyszałam to też od lekarzy, no i wszyscy je bezrefleksyjnie jedli. Trudno to było zakwestionować. To tak, jakby ktoś powiedział, że można żyć bez powietrza. Bez powietrza nie można, ale bez mięsa jak najbardziej. To, że niektórzy mają wrażenie, iż nie będą w stanie przeżyć bez mięsa, jest – no właśnie – tylko ich subiektywnym wrażeniem.

Zazwyczaj jest tak, że coś wydaje się nam niemożliwe do momentu, gdy tego nie zrobimy. Wtedy nagle odkrywamy, że niekoniecznie było tak, jak wcześniej sądziliśmy. Warto przekraczać własne granice, jeśli chcemy osiągnąć jakiś wyższy cel. A czy może być coś ważniejszego niż nasze własne zdrowie, etyczne postępowanie wobec innych żywych istot i ochrona planety? Według mnie, to są właśnie cele nadrzędne. Jeśli ktoś uważa się za miłośnika zwierząt, a jednocześnie je zjada i wspiera cały ten okrutny przemysł mięsny, udając że o tym nie wie, to musi otwarcie przyznać się do własnej hipokryzji. Oczywiście, takie skonfrontowanie się z własnymi słabościami nie jest proste, ale w ogólnym rozrachunku daje nam wiele wolności. Przestajemy żyć z wiecznym poczuciem wyrzutów sumienia, przestajemy okłamywać samych siebie, że nie jesteśmy częścią sadystycznego wykorzystywania zwierząt dla własnej przyjemności, i odkrywamy, że nasza postawa to nie jest tylko nic znacząca kropla w morzu, ale wielki krok ku lepszej przyszłości zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt.

Być może okres świąt i nadchodzącego nowego roku będzie dla niektórych dobrym czasem do refleksji nad sobą i swoim postępowaniem. Zamiast stawiać na stole karpia uprzednio uduszonego w foliowej reklamówce lub zabitego młotkiem w wannie, postawmy zdrowe, odżywcze dania wegańskie, które nie będą przypominać o śmierci i cierpieniu, ale o radości i szczęściu, które można osiągnąć tylko wtedy, gdy nie przyczyniamy się do zagłady innych. Mam nadzieję, że te słowa przekonają obecnych wegan, iż podążają naprawdę słuszną ścieżką, a tych, którzy jeszcze się wahają, zachęcą do spróbowania, choćby stopniowo, że życie bez mięsa i nabiału jest nie tylko możliwe, ale wręcz pożądane i dużo, dużo lepsze. Życie nie polega bowiem tylko i wyłącznie na zaspokajaniu własnych, często błahych przyjemności, ale na pomaganiu innym, zwłaszcza tym słabszym, którzy naszej pomocy naprawdę potrzebują. Pamiętajmy, że empatia i zdolność współodczuwania to są właśnie te cechy, które czynią nas ludźmi. To one powinny decydować o naszym człowieczeństwie i to nimi powinniśmy kierować się w życiu.  Nauczmy się współistnieć ze zwierzętami, bez poczucia własnej wyższości, ale w szczęściu i symbiozie. Tak, jak pierwotnie zaplanowała to Natura.

Wesołych Świąt!

3 komentarze

  1. Przez prawie 11 lat byłam wegetarianką, nie z powodów etycznych, ale po prostu z wyboru. Różne sprawy spowodowały, że wróciłam do jedzenie mięsa, ale zdarza mi się to niezbyt często. Tak czy siak, uważam, że wszystko jest dla ludzi, o ile rozsądnie do tego podchodzimy. Ważne jest, by wiedzieć skąd mięso pochodzi, czy warunki życia zwierzęcia były etyczne, humanitarne i tak dalej. Nie zmuszajmy ludzi do diety wege, jeśli tego nie chcą. Ale zmuśmy ich do myślenia o tym, skąd pochodzi ich jedzenie. Myślę, że to też da skutek taki, że więcej z nas wróci do diety wege. Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt! 🙂 Kasia

  2. Jem mięso sporadycznie, ale nie jestem wegetarianką – po prostu nie mam zbyt często na nie ochoty. Dobrze wiem, jak wygląda ubój, ponieważ miałam styczność z hodowlą zwierząt podczas studiów – myślę, że najgorszą formą jest ubój rytualny…

Leave a Reply