Hawaje – wegański B&B

facebooktwitterpinterest

oahu1Hanauma Bay, O’ahu

Od kiedy pamiętam zawsze marzyłam o wyjeździe na Hawaje. To było moje absolutne „dream destination”. A jako że jestem osobą bardzo zdeterminowaną i marzenia traktuję raczej w kontekście planów aniżeli teoretycznych rozważań, w końcu na Hawajach się znalazłam. Nie skłamię, gdy napiszę, że były to moje najlepsze jak dotąd wakacje, gdyż Hawaje to miejsce absolutnie magiczne i każdemu polecam je odwiedzić!

Zwiedziliśmy tylko (aż?) trzy wyspy, ponieważ na więcej nie starczyło nam czasu. Jednak każda z nich zachwycała absolutnym pięknem przyrody i różnorodnością. Naszą podróż rozpoczęliśmy od O’ahu, która jest trzecią co do wielkości wyspą na Pacyfiku. Jest również najbardziej zaludniona, głównie za sprawą stolicy stanu – Honolulu. Honolulu to typowo rozrywkowa miejscowość, pełna nocnych klubów, luksusowych sklepów i hoteli oraz restauracji serwujących głównie kuchnię japońską ze świeżymi owocami morza. Aczkolwiek wyjeżdżając w głąb wyspy można odkryć jej dzikszą stronę i rozkoszować się zapierającą dech w piersiach przyrodą. Niektóre widoki są tak piękne i doskonale, że sprawiają wrażenie wręcz nierealnych, wyreżyserowanych na potrzeby turystów. Skały obrośnięte soczystą zielenią, doliny przywodzące na myśl sceny z „Parku Jurajskiego”, dzikie owoce rosnące przy drodze i woda tak błękitna, że można z dużej wysokości dokładnie obejrzeć dno oceanu. Gdy opuszczałam O’ahu byłam pewna, że niemożliwością jest zobaczyć coś bardziej rajskiego i doskonałego… aż nie przyleciałam malutkim samolocikiem Hawaiian Airlines na wyspę Maui.

oahuOlomana Trail, O’ahu

Moje pierwsze wrażenie było takie, że wyspa ta jest zdecydowanie dziksza i bardziej egzotyczna. Nie myliłam się. Na Maui jest sporo parków narodowych, gdzie szlaki piesze lub konne wiodą przez uśpione wulkany, wśród „kosmicznych” roślin o metalicznym, srebrzystym połysku. Jednak Maui najbardziej szczyci się swoimi rajskimi plażami z krystalicznie czystym piaskiem, palmami cudownie odznaczającymi się na różowym niebie po zachodzie słońca i żółwiami gigantami, które podpływają praktycznie do samego brzegu pozwalając się fotografować.

turtle mauiMaui

Ostatnio wyspa – Big Island, to miejsce przypominające klimatem Florydę. Zdecydowanie bardziej tropikalna i wilgotna, również – wydaje mi się – uboższa pod względem materialnym niż pozostałe. Aczkolwiek jeśli chodzi o przyrodę to równie zachwycająca i pod wieloma względami nietypowa. Są tu bowiem parki narodowe z kraterami siarkowymi i zaschniętą, czarną jak smoła lawą. Nie ukrywam, że wejście na taką lawę to niezapomniane wrażenie, podobnie jak „wdychanie” naturalnej siarki, czego oczywiście ze względów zdrowotnych nie polecam. Z kolei wieczorem można udać się na Mauna Kea i zobaczyć niebo tak niesamowite i surrealistyczne, że żaden opis nie jest w stanie w pełni oddać jego piękna. Są pewne miejsca i zjawiska, których nie da się wyrazić słowami. Urok Big Island to właśnie taka nieuchwytna wartość, o której trzeba przekonać się na własne oczy.

sky big islandZachód słońca na Mauna Kea

Na Big Island zatrzymaliśmy się w buddyjskim pensjonacie prowadzonym przez Akiko, Amerykankę japońskiego pochodzenia i buddystkę. Mieliśmy do swojej dyspozycji dwupiętrowy domek, otoczony niewielkim tropikalnym lasem, w pobliżu wodospadu. Na parterze znajdowała się kuchnia połączona z niewielką jadalnią i widokiem na ogród. Były też dwie łazienki, z czego zwłaszcza jedna robiła niesamowite wrażenie. Akiko przerobiła bowiem dawną japońską garderobę na prysznic. W związku z czym był to jakby niewielki pokoik z oknami i podłączonym u góry natryskiem. Muszę przyznać, że poranna toaleta w takim miejscu, gdy przez okno zaglądały egzotyczne rośliny, a ptaki rozpoczynały swój codzienny świergot, stawała się swoistym rytuałem i chyba jednym z przyjemniejszych chwil w ciągu dnia. Nie sądzę, by jakiekolwiek sztucznie wykreowane spa było w stanie dostarczyć równie przyjemnych doznań.

akiko houseDomek do wynajęcia

Toaleta i tradycyjny prysznic znajdowały się w osobnych pomieszczeniach, po przeciwnej stronie, a wspólnym punktem było lustro umieszczone na środku. Przy umywalce zostały napisane buddyjskie sentencje i jak to często bywa na Hawajach, w specjalnej miseczce dryfowała hawajska odmiana hibiskusa. Dawniej Hawajki wykorzystywały ów kwiat do przyozdabiania włosów i tworzenia charakterystycznych dla tego regionu kwiecistych naszyjników. Hibiskus ten, a dokładnie morologia, ma wyjątkowo słodki i intensywny zapach, dlatego idealnie nadaje się jako naturalny odświeżacz powietrza. I do tego jak wygląda!

Piętro z sypialnią, pokojem dziennym z buddyjskim ołtarzykiem i kadzidłami oraz tarasem było dla nas głównie miejscem do spania. Jak w większości domów, życie toczyło się tam głównie w kuchni i jadalni. Zwłaszcza, że wegańskie śniadania było świeże, domowej roboty, i do tego osobiście dostarczone na stół przez panią domu. Typowe śniadanie składało się z różnego rodzaju owoców, tradycyjnej kawy hawajskiej i bananowego chleba. Czasem było też ciasto, a gdyby ktoś bardzo potrzebował, Akiko zapewniała również jaja od własnych kur. Oczywiście, z wolnego wybiegu. Dużym plusem była też nieduża odległość pensjonatu od sklepu z żywnością organiczną i wege. Chciałabym, żeby i w Polsce były kiedyś takie sklepy, gdzie wybór produktów dla wegetarian i wegan był tak duży jak w normalnym supermarkecie. Nie wspominając już o super gotowych daniach do podgrzania, bez konserwantów i innych podejrzanych dodatków.

Akiko to niezwykle ciepła i towarzyska osoba. Gdy dowiedziała się, że oboje z mężem jesteśmy zapalonymi biegaczami i przed śniadaniem chcemy wykonać małą rundkę, sama wyszła z propozycją, że może nam przynosić śniadanie do domku, choć normalnie śniadania odbywają się w specjalnej stołówce. Do tego pożyczyła nam książkę o mnichach maratończykach wierząc na słowo, że odeślemy ją z powrotem. Oczywiście, jak tylko przeczytałam tę niesamowitą historię o buddyjskich mnichach biegających maratony w plecionych sandałkach natychmiast ją odesłałam z powrotem. Trochę zazdrościłam tej nieco sfatygowanej już książce, że wróciła z szarej i smutnej Warszawy na piękną, tajemniczą wyspę Big Island…

akiko breakfastŚniadanie u Akiko, owoce, chleb bananowy i warzywny smoothie

Ciekawostką są również hawajskie żabki Peepers, które co wieczór rozpoczynają niezwykły koncert. Z początku byłam przekonana, że dźwięk ten pochodzi albo od dziwnych, nocnych ptaków albo od wyjątkowo głośnych cykad, jednak Akiko opowiedziała mi historię Peepers, które dawno temu – chyba trochę nie z własnej woli – wyemigrowały na Hawaje. W każdym razie zatyczki do uszu były koniecznością. Posłuchaj:


Źródło:

Podobne artykuły:

4 komentarze

  1. Divanaurlopie napisał(a):

    Świetny wpis! marzy mi się podróż w ciepłe kraje

  2. Rysiu napisał(a):

    Połaziliście trochę po tamtejszych górach? Ponoć szlaki wspinaczkowe, zwłaszcza na tych bardziej dzikich wyspach, są fantastyczne. A tak przy okazji, to aż mi się zachciało pobiegać 😉

    • jacek napisał(a):

      Połaziliśmy! Niektóre szlaki wymagają silnych rąk, bo udzie się bardziej w pionie niż poziomie! 😀

  3. Rafał napisał(a):

    Marzą mi się takie Hawaje, a nie polskie maje…

Dodaj komentarz