Jak nie przytyć w święta?

Można powiedzieć, że najlepszym sposobem jest zachowanie umiaru i nie objadanie się. Aczkolwiek z drugiej strony, święta to taki czas, kiedy warto (chociażby dla własnego zdrowia psychicznego) pozwolić sobie na lekkie rozluźnienie diety i, nie bacząc na kalorie, delektować się wszystkimi świątecznymi potrawami. Należy też pamiętać, że trudno jest utyć w ciągu dwóch czy trzech dni, nawet jeśli jemy bardzo duże ilości wysokokalorycznego pożywienia.

Naukowcy przeprowadzili interesujące badanie na parach bliźniąt. Pary karmiono w taki sposób, by spowodować przyrost wagi ok. 16 kg w ciągu trzech miesięcy (ok. 35,000 dodatkowych kalorii). Rodzeństwa tyły mniej więcej tak samo, chociaż różnice między poszczególnymi parami były dość znaczące. Najmniejszy przyrost wagi wyniósł zaledwie 5 kg, a największy – ok. 14 kg, jednak żadnej parze bliźniąt nie udało się dojść do wyznaczonego poziomu 16 kg! Wynika to z faktu, iż podaż kaloryczna nie jest jedynym czynnikiem powodującym tycie. Na pewno znacie osoby, które „mogą jeść wszystko”, a i tak pozostają szczupłe, podobnie jak takie, które są stale na jakiejś diecie, a wcale nie mogą pochwalić się nienaganną sylwetką. Jest to w pewnym stopniu uwarunkowane genetycznie, ale przede wszystkim zależy od prowadzonego przez trybu życia. Osoby aktywne wolniej tyją, z kolei te prowadzące siedzący tryb życia mają znacznie ułatwione zadanie. W przypadku tych pierwszych – organizm jest przyzwyczajony do wykorzystywania kalorii jako źródła energii, a nie ich stałego magazynowania.

Jeśli przyjmiemy, że gram tłuszczu ma 9 kalorii, to zakładając, że danego dnia zjemy 3500 kalorii, a nasze zapotrzebowanie wynosi 2500, wówczas nadmiarowe 1000 kalorii powinno przekształcić się w 111g tłuszczu. Jednak tak nie jest, ponieważ istnieje pewna granica liczba kalorii, jaką organizm jest w stanie przekształcić na zapasy tłuszczu w danym przedziale czasu. W momencie, gdy zjemy więcej kalorii niż ta granica, ich nadmiar zostanie wykorzystany do produkcji ciepła i wydalony w postaci ekskrementów.

Ponadto, wyższa waga po obfitym posiłku to w dużej mierze woda. Objętość krwi i zawartość wody w organizmie może się różnić w zależności od tego, czy się intensywnie pocimy, stosujemy jakieś lekarstwa, ile soli i węglowodanów spożywamy. Niektóre produkty powodują bowiem zatrzymywanie się wody w ciele, a co za tym idzie zwiększenie wadi. Na przykład, trawienie węglowodanów wymaga ich wcześniejszego przetworzenia przez organizm w glikogen, który wiąże cząsteczki wody. Dorosły człowiek ważący ok. 70 kg może magazynować w wątrobie 100 g glikogenu i 400 g w mięśniach. Jest to źródło energii, które wykorzystujemy, między innymi, podczas ćwiczeń fizycznych. Pozbycie się z organizmu wody i glikogenu wpływa na wagę, ale nie oznacza zmniejszenia ilości tkanki tłuszczowej.

W związku z tym, powrót do wagi sprzed świąt nie powinien być trudny. Co możemy zrobić, by przyspieszyć ten proces? Najlepszym rozwiązaniem jest, oczywiście, aktywność fizyczna. Badania pokazują, że spacer zaraz po posiłku jest dużo bardziej efektywniejszy niż spacer, na który udamy się, na przykład, godzinę później. Być może po świątecznym obiedzie nie mamy zbytnio ochoty się ruszać, ale właśnie to powinniśmy zrobić! Energiczny marsz przez około pół godziny przyspiesza metabolizm i sprzyja utracie zbędnych kilogramów. Dodatkowo, warto pamiętać, że kawa nie tylko pobudza szare komórki, ale działa również przeczyszczająco. Jest bardzo dobrym rozwiązaniem przy zatwardzeniu, ale może również poprawić normalne trawienie dzięki przyspieszeniu pracy jelit. Dzieje się tak dlatego, że kawa stymuluje produkcję kwasów żołądkowych, co z kolei wpływa na szybsze jego opróżnianie. Efekt przeczyszczający możemy zaobserwować już w ciągu kilku minut od wypicia małej czarnej. Dobrą wiadomością jest też fakt, iż to nie kofeina jest odpowiedzialna za taką funkcję, ponieważ przyspieszoną pracę jelit zaobserwowano również w przypadku kaw bezkofeinowych. Z kolei napoje energetyczne oparte na kofeinie nie dawały takiego efektu.

Kolejna metoda, to…sauna! Sauna posiada wiele właściwości prozdrowotnych, o których pisałam tutaj i tutaj. Nie dość, że porządnie się wygrzejemy, miło spędzimy czas (może nawet w miłym towarzystwie?), to również wypocimy nadmiar wody zmagazynowanej w organizmie po świątecznej uczcie. Wbrew temu, co sądzą niektórzy, sauna nie spala tłuszczu, ale pozwala skutecznie wypocić wodę, które ma bezpośrednie przełożenie na wagę. Prawdą jest jednak, że sauna może przyspieszać metabolizm, gdy ciało próbuje zaadaptować się do ekstremalnie wysokich temperatur. Ten sam efekt uzyskamy spędzając czas na zimnie. Stąd, polecam zimno. Więcej o zimnej termogenezie, pisałam tu. Przy niskiej temperaturze, mózg wysyła sygnały do reszty organizmu, żeby zwiększyć przepływ krwi i ogrzać ciało. To sprawia, że nie tylko przyspiesza się nasz metabolizm, ale również zwiększa odporność i procesy regeneracyjne. Nie bez powodu, od kilkudziesięciu lat dużym powodzeniem cieszą się zabiegi krioterapii. Kiedyś stosowane tylko przez sportowców, obecnie dostępne dla wszystkich. Nie musimy jednak korzystać z profesjonalnej komory do krioterapii, możemy zastosować kąpiel z lodem. Mimo iż wydaje się to być prawdziwą torturą, w ogólnym rozrachunku, korzystnie wpływa na ogólny stan zdrowia i znacząco poprawia nastrój dzięki podniesieniu poziomu endorfin (reakcja obronna organizmu w ekstremalnych sytuacjach). Dobrym rozwiązaniem będzie również trening na dworze. Może w Polsce nie mamy obecnie bardzo niskich temperatur zimą, ale i tak warto poruszać się na dworze i zbytnio nie opatulać.

Na koniec, rozwiązanie, które polecam z wielu względów – głodówka. Głodówka to naprawdę złoty środek i to nie tylko w kontekście utraty zbędnych kilogramów. Głodówka sprawia, że poprawia się funkcjonowanie układu krążenia, recykling komórkowy i metabolizm. Tkanka tłuszczowa działa endokrynnie, czyli wpływa na produkcję niektórych hormonów, między innymi, na leptynę. Leptyna to hormon odpowiedzialny za poczucie sytności. Głodówka powoduje, że poziom leptyny na początku spada, ale wraz z utratą wagi, zmniejsza się również odporność organizmu na ten hormon. Lepsza reakcja na leptynę bezpośrednio przekłada się na uczucie sytości, dlatego podczas głodówki paradoksalnie czujemy się mniej głodni niż stale coś podjadając. Co więcej, leptyna przyczynia się także do zwiększenia produkcji hormonu tarczycy. Większa wrażliwość na leptynę przyspiesza metabolizm w przypadku nieprawidłowo funkcjonującej tarczycy. Głodówka powoduje także większą wrażliwość na insulinę, co ma niebagatelne znaczenie w przypadku insulinoodporności.

Do pozostałych zalet głodówki możemy zaliczyć, między innymi, obniżone ciśnienie krwi, obniżony poziom cukru we krwi, poprawę profilu trójglicerydowego, zapobieganie stresowi oksydacyjnemu, zwalczanie stanów zapalnych w organizmie, i zwiększony poziom produkcji naturalnego hormonu wzrostu. Wiele badań pokazało również, że okresowe głodówki wydłużają długość życia i działają odmładzająco, m.in. dzięki stymulowanej produkcji kolagenu w skórze. Ciągłe skoki cukru we krwi działają na skórę destrukcyjnie, ponieważ powodują naruszenie jej ciągłości i znacznie ją osłabiają. W związku z tym, obniżenie poziom cukru we krwi i oczyszczenie organizmu na skutek głodówki uruchamia naturalne procesy odnowy. Głodówka, aby była skuteczna, powinna trwać optymalnie 16-24 godziny. Dłuższe okresy również są wskazane, lecz warto wtedy skonsultować się z lekarzem.

Jak widać, jednorazowe przejedzenie się wcale nie jest takie złe. Zwłaszcza, jeśli mówimy o diecie wegańskiej, która z gruntu jest korzystna dla zdrowia. Nie mamy tutaj wysoko przetworzonych produktów zawierających białka czy tłuszcze zwierzęce. Jedynym problemem (?) może być nadmiar kalorii, który jednak i tak nie spowoduje momentalnego przybrania na wadze. Dlatego cieszmy się zdrowymi, roślinnymi potrawami wigilijnymi bez wyrzutów sumienia. Wesołych Świąt!

Bibliografia:

Leave a Reply