Joga na świecie

facebooktwitterpinterest

IMG_1477

Pierwsze moje spotkanie z jogą nie było zbyt udane, ponieważ trafiłam na zajęcia w dużym klubie fitness, gdzie było pełno ludzi na sali, zero klimatu i instruktor niezbyt przejęty początkującymi uczestnikami. Zniechęciłam się, ale na szczęście nie na tyle skutecznie, by nie spróbować potem lekcji indywidualnych w Brukseli. Mieszkałam w Belgii kilka miesięcy i szukałam czegoś, co zastąpiłoby mi tymczasowy brak jazdy konnej. Siłownia i bieganie to fajne sporty, ale potrzebowałam jakiejś nowej pasji – mówiąc krótko. Mój nowy instruktor był nieco zwariowanym Anglikiem i chyba niedoszłym artystą. Malował obrazy, co jakiś czas zmieniał wystrój mieszkania, obwieszał się kolorowymi paciorkami i szalami. Niewątpliwie bardzo ciekawa persona, jednak z perspektywy czasu muszę przyznać, że o ile joga była niewątpliwie jego wielką pasją i wręcz stylem życia, to o technice wiedział niewiele. Sporo pozycji wykonywałam na granicy bólu i, jak się potem okazało, niezbyt poprawnie. Ostatecznie po powrocie do Polski i zwiedzeniu Indii zapisałam się do warszawskiego studia jogi, gdzie zaczęłam uczyć się wszystkiego od nowa. Nareszcie poznałam, czym jest prawdziwa joga i absolutnie zakochałam się we wszelkich jej odmianach, jakie miałam okazję dotychczas praktykować (vinyasa, ashtanga, joga regenerująca, itp.).

Joga istnieje na świecie od tysięcy lat – w dolinie Indusu odnaleziono skalne malowidła przedstawiające asany, które sięgają aż 5000 lat wstecz. Jednak tak naprawdę stała się popularna dopiero w XX wieku, najpierw na Wschodzie, a potem na Zachodzie. Obecnie Stany Zjednoczone to prawdziwa mekka różnych odmian jogi, która jest tutaj jedną z popularniejszych form treningowych. Polska pod tym względem dopiero raczkuje, ale na szczęście coraz bardziej się rozwijamy.

joga1_nOtwarte zajęcia z jogi na plaży Waikiki, na Hawajach

jogaZajęcia odbywają się praktycznie o wschodzie słońca, gdy plaże są jeszcze w miarę puste, a temperatura nie za wysoka 

Jak sytuacja wygląda w innych państwach? Zobaczmy. Na początek Japonia, gdzie joga w obecnie znanej nam formie rozwinęła się zaledwie 20 lat temu. Wcześniej praktykowano tam Oki-do, czyli rodzaj sztuk walk połączonych z doktrynami filozoficzno-religijnymi. Pierwszy człon „Oki” pochodzi od nazwiska twórcy, czyli Masahiro Oki, a drugi „do” oznacza „drogę” lub „poszukiwanie prawdy w życiu”. W latach 50tych, Mistrz Masahiro Oki stworzył własny system jogi oparty na naukach joginów indyjskich i własnych doświadczeniach. Filozofia Oki skupia się na dogłębnym poznaniu ludzkiej natury, łącząc w sobie elementy jogi indyjskiej, chińskich zasad Yin-Yang oraz japońskiej tradycji Zen. Okido Joga kładzie szczególny nacisk na odpowiednią dietę, oddech, ruch ciałą, a także związek umysłu z duchem i holistyczne postrzeganie świata. W dalszym ciągu system ten jest popularny w Japonii, choć większość młodych ludzi wybiera raczej bardziej nowoczesną odmianę jogi – power yogę. Choć coraz popularniejsza staje się także Ashtanga, Iyengar, hatha, Bikram. Obecnie, w samym Tokio jest około 40 studiów jogi i według magazynu „Yoga Journal” liczba członków wzrosła z 200 do 1000 w zaledwie 2,5 roku! Przewodniczący Japońskiego Związku Jogi, Hikaru Hashimoto, uważa, że ten niezwykły wzrost zainteresowania jogą może mieć związek z dużym poziomem stresu wśród Japończyków i ich fascynacją kulturą zachodnią. Coraz więcej prasy kolorowej opisuje amerykańskie gwiazdy, które regularnie praktykują jogę.

Z kolei w Palestynie joga była praktycznie nieznana, dopiero jakiś rok temu Palestynki zaczęły interesować się tą metodą ćwiczeń, by lepiej radzić sobie ze stresem i trudną sytuacją w kraju. Powstało studio „non-profit”, które zajmowało się rozpowszechnianiem jogi w mniejszych miasteczkach i na wsiach, np. w Ni’lin. Maha Shawreb, założycielka studia Farashe Yoga Studio, przyznała w rozmowie z dziennikiem „Wall Street Journal”, że znalezienie odpowiedniej lokalizacji było niezwykle trudne. „Jesteśmy tutaj fizycznie odcięci i borykamy się z wieloma nakazami i zakazami”, wyjaśnia Shawreb. Studio do tej pory przeszkoliło około 16 instruktorek jogi, które mogą prowadzić zajęcia z kobietami oraz organizować szkolenia dla szkół. Dzięki jodze Palestynki mają nie tylko szansę na jakąkolwiek aktywność fizyczną, ale również na nawiązanie nowych znajomości. Instruktorka Shamiyeh Suruh przyznaje, że otworzenie studia jogi w takim miejscu jak Ni’lin nie było łatwe. „Mówiłyśmy, że kobiety powinny móc wyjść czasem z domu…Wielu mężczyzn uważało, że propagujemy buddyzm. Na początku, ostro się temu sprzeciwiali, ale ostatecznie zrozumieli, że joga jest całkowicie niegroźna”, dodaje Suruh.

Inaczej sytuacja wygląda w Kenii, gdzie luksusowe ośrodki spa oferują zajęcia z jogi i gdzie istnieje nawet możliwość wynajęcia prywatnego instruktora jogi, który będzie nam towarzyszył podczas safari. Oczywiście, usługi te są głównie kierowane do zagranicznych turystów, ale Kenijczycy także coraz częściej zaczynają interesować się tą metodą ćwiczeń. Co prawda, w dalszym ciągu joga uchodzi tutaj za elitarne zajęcie. Centrum Patanjail posiada niewiele ponad 100 uczniów, z czego tylko garstka to rodowici mieszkańcy Kenii. Większość stanowią emigranci. Poza tym, wielu Kenijczyków uważa jogę za religię, więc praktyka stoi w sprzeczności z ich wierzeniami. Jednak według Onaya Odeck, jednego z uczniów w szkole Patanjail, sytuacja ta coraz bardziej się zmienia i młodsi Kenijczycy są coraz bardziej otwarci na zmiany. „Modlitwa jest cudowna, ale pod względem medycznym i terapeutycznym, joga jest znacznie lepsza”, kwituje Odeck.

I na koniec Chorwacja. Tu także zainteresowanie jogą zaczęło się od poszukiwania metod na odstresowanie się i znalezienie wytchnienia w kraju, który w dalszym ciągu odczuwa skutki wojny. Jeszcze do niedawna chorwaccy jogini mieli do dyspozycji jedynie przestarzały system praktyki o nazwie „Joga w Życiu Codziennym” (ang. Yoga in Daily Life, YIDL), który stanowił połączenie metod medytacji i relaksacji hatha.  Jednak w 2004 roku, amerykanka – Miriam Westercappel – otworzyła pierwsze studio jogi „Nava” oferujące m.in. power yogę, vinyasę, ashtangę, a także zajęcia z pilates. Obecnie studio posiada około 800 stałych bywalców, z których większość uczęszcza na zajęcia prawie codziennie. Chorwaci coraz częściej przykładają wagę do sprawności fizycznej, więc wzrasta zainteresowanie tymi odmianami jogi, które oferują coś więcej niż tylko praktykę medytacyjną. Nic dziwnego, że joga staje się coraz bardziej popularna, a chorwaccy jogini robią bardzo szybkie postępy.

Osobiście uczęszczam na zajęcia z jogi regeneracyjnej i vinyasy w studio „Yoga Republic” w Warszawie (http://yogarepublic.pl). A prócz tego korzystam z wszelkich możliwych zajęć, jakie są oferowane np. w hotelach, klubach fitness lub na świeżym powietrzu w miejscach, do których wyjeżdżam.

Źródło:

Magazyn „FitnessRX” (kwiecień 2014, vol. 13, nr 2)

http://www.okidoyoga.org.uk/

Podobne artykuły:

Dodaj komentarz