Loving Hut

facebooktwitterpinterest

Loving Hut
Ul. Waryńskiego 3
Warszawa
http://www.lovinghut.waw.pl/index.html

„Loving Hut” to sieć orientalnych restauracji wegańskich. W Warszawie niedawno otworzyła się druga filia, pierwsza mieści się przy Al. Jana Pawła II.

Nowy lokal jest znacznie większy i chyba przyjemniejszy, ponieważ łatwiej o miejsce do zaparkowania, a i okolica nieco mniej ruchliwa. Jest znacznie więcej stolików, niektóre umieszczone przy dużych, przeszklonych oknach. Co prawda, widok mało porywający (obdrapany blok lub przystanek autobusowy przy metrze Politechnika), ale dzięki szybom lokal zyskuje więcej światła i przestrzeni. Niestety, w dalszym ciągu jest utrzymana stylistyka rodem z taniego baru orientalnego, zwanego powszechnie „chińczykiem”. Plusem jest to, że w przeciwieństwie do miejsc tego typu, w „Loving Hut” jest niewątpliwie czyściej i zdrowiej. Mniejsze też ryzyko napotkania żulków spod okolicznych monopoli tudzież „prawdziwych polskich chłopaków” w szalikach Legii, którzy wpadli na tani zapychacz wykonany z mięsa o nieznanym pochodzeniu. Określenie „kuchania wegańska” skutecznie odstrasza takich ludzi i całe szczęście, bo wystrój mógłby zachęcać…

Jedzenie w „Loving Hut” nie należy do mojego ulubionego. A dlaczego? Otóż generalnie nie przepadam za kuchnią orientalną obfitującą w smażone potrawy. Wybór dań jest tu naprawdę duży, choć większość z nich jest bardzo ciężkostrawna. Wiele godzin po posiłku, w dalszym ciągu czuję go, jak leży mi na żołądku. Inna sprawa, że generalnie mój organizm nie jest specjalnie przyzwyczajony do tego typu potraw (jadam głównie świeże, surowe produkty), więc zapewne odczuwam to bardziej niż przeciętna osoba. Jednak faktem jest, że w menu nie znajdziemy zbyt wiele przystawek, zup czy też sałatek, a deserów nie ma w nim wcale. Przynajmniej dzisiaj niczego na słodko nie znalazłam.

Dużą zaletą jest natomiast szybkie podawanie posiłków i miła obsługa, choć nie wiem, czy do końca dobrze posługująca się językiem polskim. J Tak czy siak, to co zamówiłam, to dostałam. Było smacznie, miło, ale bez rewelacji. Na pewno kilkudaniowy posiłek jakoś szczególnie nie nadwerężył mojego portfela, co również należy uznać za plus. Myślę, że to dobre miejsce przede wszystkim dla młodych wegan, którym zależy na tym, by najeść się szybko i tanio. „Loving Hut” to po prostu dość udana odpowiedź wegańska na tradycyjne bary mleczne.

Podobne artykuły:

Dodaj komentarz