Obalamy mity

facebooktwitterpinterest

Dr.-Klaper-final_headshot
Dr Michael Klaper

Dr Michael Kalper to znany w USA lekarz-weganin, który wierzy w uzdrawiającą moc diety roślinnej. Od 40 lat prowadzi praktykę i z powodzeniem pomaga ludziom w leczeniu wszelkich problemów zdrowotnych. Jak sam mówi, „większość chorób bierze się z nieprawidłowego żywienia”. Oto kilka najczęściej spotykanych mitów związanych z dietą wegańską.

Witamina B12

Wiele osób uważa, że dieta wegańska nie jest naturalna z uwagi na to, że wymaga suplementacji witaminą B12. Zacznijmy więc, od początku – witamina B12 jest jedną z podstawowych i potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego, mózgu i układu krwionośnego witamin. To właśnie stanowi najważnieszy pseudo-argument ludzi jedzących mięso, którzy zakładają że to zwierzęta produkują witaminę B12. Prawda jest jednak taka, że żadne zwierze nie wytwarza witaminy B12! Jedynym jej źródłem są bakterie pochodzące z ziemi. Zwierzęta hodowlane przyswajają witaminę B12, ponieważ przez cały dzień jedzą trawę i dzięki temu zjadają również korzenie z kawałkami ziemi. Takim sposobem zarówno krowy, świnie, jak i kurczaki połykają bakterie, które produkują witaminę B12 w ich jelitach. Następnie jest ona odkładana w ich mięśniach, a na koniec trafia do człowieka w postaci mięsa. Oczywiście można zabić zwierzę i zjeść jego mięso, aby dostarczyć sobie tej witaminy, ale prawda jest taka, że witamina, która znajdowała się w jego mięśniach bynajmniej nie była pochodzenia zwierzęcego. Te same bakterie produkujące witaminę B12 kiedyś znajdowały się w organiźmie człowieka. Dopiero od paru setek lat zaczęło ich brakować na skutek ucieczki człowieka od natury. Jest to cena, jaką człowiek płaci za zachowanie higieny i ograniczenie chorób zakaźnych. Kiedyś nie było mowy o suplementacji, a witaminy dostarczano do organizmu w zupełnie inny sposób – bakterie pochodziły albo z naturalnych źródeł wody (np. ze strumienia) albo z nieumytych warzyw zawierających resztki ziemi. Obecnie najlepszym sposobem dostarczenia witaminy B12 nie jest wcale mięso, ale właśnie suplementacja, gdyż w procesie jej przygotowywania w laboratorium, wykorzystywane są te same kolonie bakterii, z których pobierają je inne zwierzęta roślinożerne.

Omega-3

Ryby nie produkują omega-3. Kwasy tłuszczowe omega-3 pochodzą z roślin. DHA (kwas dokozaheksaenowy), czyli wielonasycony kwas tłuszczowy omega-3 jest produkowany przez algi, w większości pływające wolno w oceanach. Ryby pływając przez większość czasu z otwartymi otworami gębowymi połykają algi, a pochodzący z nich DHA odkładany jest w ich mięśniach. Tak samo więc, jak w przypadku witaminy B12 – można zabić rybę i z jej mięsa wycisnąć olej rybny, ale będzie to wtórne źródło, gdyż DHA pochodzi z alg. Z ekologicznego punktu widzenia nie ma więc najmniejszego sensu sięgać po olej rybny, kiedy tę samą substancję można pobrać z alg. Co więcej, ryby w swoim organiźmie magazynują nie tylko DHA, ale także inne substancje, w tym metale ciężkie (rtęć, kadm, ołów, cynk i miedź oraz dioksyny), które są szkodliwe dla organizmu człowieka. Niestety, ale trudno zakładać, że wszyscy producenci oczyszczają swój olej rybny z metali ciężkich, zwłaszcza, że proces ten jest niezwykle kosztowny. Nie ma więc powodów, dla których warto byłoby sięgać po olej rybny, zwłaszcza że jego znaczny nadmiar może prowadzić do zmniejszenia krzepliwości krwi i osłabienia pracy układu odpornościowego, w tym także komórek odpowiedzialnych za zwalczanie komórek rakowych.

Witamina D

W przeszłości człowiek przebywając cały dzień na słońcu, uciekając od zwierząt, które chcą go zjeść, wytwarzał wystarczające ilości witaminy D. Jego skóra wyglądała, co prawda, jak stara czterdziestoletnia walizka, ale zazwyczaj i tak rzadko kiedy miał na tyle szczęścia, by samemu dobić do 40stki. W dzisiejszych czasach stale osłaniamy się od słońca, często zakrywając większość ciała, dlatego mechanizm wytwarzający witaminę D przez nasz organizm został znacznie ograniczony. W związku z tym warto stosować suplementację, zwłaszcza gdy w badaniach jej wartość spadnie poniżej 40 ng/ml.

Na zakończenie coś z nieco innej bajki…

Dieta Ketogeniczna (niskowęglowodanowa, wysokotłuszczowa)

Według wszelkich książek opisujących fizjologię człowieka, stan ketozy nie jest naturalnym stanem ludzkiej fizjologii. Jest to stan, w którym zapas glukozy, czyli paliwa dla mięśni, skończył się i organizm zaczyna pobierać energię z głęboko zmagazynowanych zasobów tłuszczu jako paliwa zapasowego. Ciało oczywiście może przebywać w takim stanie dzień, dwa czy nawet dłużej, ale w żadnym razie nie jest to naturalny stan dla ludzkiego organizmu. Organizmu, który od zawsze funkcjonował dzięki energii pochodzącej z węglowodanów. Dlatego też natura wyposażyła nas w kubki smakowe wrażliwe na smak słodki. Człowiek zawsze, w miarę możliwości, skłaniał się ku wysokokalorycznemu pożywieniu – owocom, warzywom i ogólnie wszelkim roślinom. Trudno zatem mówić, że smak mięsa i pozostawanie w stanie ketozy, który jest krytyczny dla ludzkiego organizmu, są naturalne. Jeśli ktoś przez dłuższy czas pozostaje na diecie ketogenicznej, a mięso stanowi jego podstawowy składnik, w procesie spalania tłuszczu organizm zacznie tworzyć ciała ketonowe (ketony). Ketony są kwaśne (aceton, kwas 3-hydroksymasłowy), więc prowadzą do zakwaszenia organizmu. Ketogeneza może powodować przewlekłe stany zapalne i na pewno nie pomoże w zaleczeniu już istniejących. Aby choć trochę zneutralizować wpływ zakwaszenia, organizm będzie musiał uwolnić wapń z kości lub znacząco obciążyć nerki w celu wyprodukowania znacznej ilości elektrolitów. Ketoza to krótko mówiąc stan dużego stresu dla organizmu, który – owszem – umożliwia schudnięcie, ale kosztem zdrowia. Podczas ketogenezy organizm jest bowiem zwyczajnie chory. To trochę jakby poddać się chemioterapii, żeby zrzucić parę kilo. Sposób skuteczny, ale bardzo niezdrowy.
Kolejnym argumentem mającym poprzeć dietę wysokotłuszczową, opartą na białku pochodzenia zwierzęcego, ma być fakt stosowania jej przez Eskimosów. Jedzą oni bardzo duże ilości mięsa i mówi się, że choroby serca są im nieznane. Oczywiście, nie jest to prawdą, ponieważ takie problemy zdrowotne zdarzają się i tam, a poza tym Eskimosi mieszkają w ekstremalnych warunkach pogodowych, wiele stopni poniżej zera. Dodatkowo są wyjątkowo aktywni fizycznie i średnio spalają 4000-5000 kcal dziennie. Można więc powiedzieć, że są mniejszością, której udało się przystosować do takich warunków i diety, ale trudno to traktować jako punkt wyjścia dla przeciętnego Europejczyka.

Źródło:

Podobne artykuły:

2 komentarze

  1. 1 grudnia 2014

    […] zwierzęce, choć to nie zwierzęta ją produkują, ale bakterie występujące w glebie (więcej: http://www.vegangirl.pl/obalamy-mity/). Zwierzęta po prostu spożywają te bakterie, a ludzie zwierzęta i tak w skrócie wygląda ów […]

  2. 16 stycznia 2015

Dodaj komentarz