Piwo a weganizm

facebooktwitterpinterest

ed419cb93a0d9dc3f188241a68232473-720x340

Uwielbiam piwo! 🙂 Jednak postaram się by dzisiejszy wpis był daleki od kartki z pamiętnika anonimowego alkoholika. Zastanowię się natomiast nad tym jakie miejsce znajduje piwo w diecie wegańskiej. Czy jest coś czego powinniśmy unikać? W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania pomoże mi Artur Napiórkowski, doświadczony sędzia piwny, członek Komisji Sędziowskiej PSPD, współpracownik kwartalnika Piwowar i autor bloga multitapcrawl.pl.

Zacznijmy z grubej rury – mit nr 1, który spędza sen z powiek weganom, którzy raz na jakiś czas chcą się po prostu napić piwa w barze nie martwiąc się o zawartość, czyli żółć bydlęca zamiast chmielu?

AN: To kompletna ściema. O byczej, bydlęcej, wołowej, jakkolwiek to zwał, żółci możesz zapomnieć. To typowa legenda miejska, której popularność nie słabnie. Dwa lata temu nawet pewien poseł składał w tej sprawie interpelację bo po kontroli jaką przeprowadziła IJHARS przez media przelała się fala utrzymanych w dramatycznym tonie artykułów. O ile jednak kontrola się rzeczywiście odbyła, to fragment o żółci w piwie został całkowicie zmyślony przez któregoś dziennikarza, a następnie przepisany bezmyślnie przez pozostałych. Do raportu można dotrzeć samemu i upewnić się jakie to nieprawidłowości wykazała wtedy kontrola. Sam mit być może wziął się z tego, że w browarach, zwłaszcza dużych, stosuje się ekstrakt chmielowy. Ma on taką brudno żółtą barwę, więc mógł kiedyś rozbudzić wyobraźnię jakiegoś niedoświadczonego pracownika bądź zwiedzającego browar turysty. Żółć wołową można dostać przede wszystkim w specjalistycznych sklepach dla plastyków. Używa się jej do akwarel, do spożycia się nie nadaje a w dodatku po prostu śmierdzi. Poza tym jest bardzo droga, więc jej stosowanie nie miałoby sensu, zwłaszcza gdy w domyśle chodzi o obniżenie kosztów produkcji.

Mając pierwszy i największy mit z głowy, idźmy dalej za ciosem. Jakie inne odzwierzęce składniki mogą znaleźć się w piwie? Nie tylko jako składnik, główny ale np. do osiągnięcia odpowiedniej jego barwy czy smaku?

AN: Kiedyś niektóre piwa były klarowane karukiem, jednak dzisiaj w Polsce nikt tego nie stosuje. W ten sposób klarowano słynne grodziskie – to oryginalne, z browaru zamkniętego w 1993. Niektóre browary brytyjskie stosują tę metodę do dzisiaj, zwłaszcza w przypadku tzw. real ale, kondycjonowanych w beczkach (cask conditioned). Także irlandzki Guinness oficjalnie przyznawał, że używa karuku.
Z kolei do milk stoutów dodaje się laktozę (cukier mleczny), po to aby piwo nieco dosłodzić (drożdże piwowarskie nie fermentują tego cukru). Żadne inne składniki mające cokolwiek wspólnego ze zwierzętami nie przychodzą mi do głowy.

W ostatnich czasach piwowarstwo przechodzi prawdziwy renesans, czy spotkałeś się z jakimiś piwami, których na pewno nie poleciłbyś osobom będącym na diecie wegańskiej (z definicji stroniącym od wszelakich produktów oddzwierzęcych)?

AN: Może bardziej w ramach ciekawostki mogę powiedzieć, że czasami powstają całkowicie zwariowane piwa jak amerykański Rogue Voodoo Doughnut Bacon Maple Ale, gdzie dodano bekon. Należy tu jednak podkreślić, że zazwyczaj chodzi w takich sytuacjach bardziej o stronę marketingową niż o smak i na pewno producent nie będzie starał się ukryć co do piwa dodał, a wręcz przeciwnie. Było też kontrowersyjne piwo ze szkockiego BrewDoga, którego butelki „opakowane” były w futra małych zwierząt, podobno zabitych na autostradzie. Było to wyjątkowe piwo o zawartości alkoholu 55% (sic!), a więc w owym czasie najmocniejsze piwo na świecie. Powstało jedynie 12 butelek, które osiągały astronomiczne ceny. Nie ma możliwości by trafić na nie przypadkiem, ale być może znajdą się tacy, którzy ze względu na tę akcję będą chcieli unikać także innych produktów z tego browaru. Ostatnio burzę wywołał islandzki browar Steðji, który do jednego ze swoich piw dodaje jądro wieloryba, wędzone dymem z owczych odchodów. To nie żart.

Sam proces produkcji piwa jest znany od stuleci i nigdy nie potrzebował dodatkowego zasilania w postaci produktów odzwierzęcych. Tak pozostało na szczęście do dziś. Co do wyboru samego piwa, zawsze polecam lokalne wyroby, najlepiej niepasteryzowane, nie filtrowane, które są na pewno znacznie zdrowsze i zawierają więcej wartości odżywczych, w porównaniu do wielkokoncernowych wyrobów, gdzie zazwyczaj chodzi tylko o zawartość alkoholu.

Zródło:

Podobne artykuły:

1 Response

  1. dop napisał(a):

    Jeszcze piwa z dodatkiem ostryg i miodowe (choć to zależy od rodzaju diety wegańskiej).

Dodaj komentarz