Najpopularniejsze postanowienie noworoczne – odchudzanie

facebooktwitterpinterest

fat-cat

Od wielu lat na liście najczęstszych postanowień noworocznych króluje chęć pozbycia się nadprogramowych kilogramów. Jest to również najczęściej porzucane postanowienie, ponieważ okazuje się niemożliwe do zrealizowania. A wydawałoby się, że osiągnięcie takiego celu jest dziecinnie proste – jeść mniej, ćwiczyć więcej. Faktycznie, zasada jest bardzo prosta, ale przez to również niesłychanie powierzchowna, natomiast jakikolwiek proces zmiany sylwetki wymaga uwzględnienia wielu złożonych czynników. Oczywiście, spożywanie mniejszej liczby kalorii i regularne ćwiczenia przez pewien okres czasu sprawią, że masa ciała spanie. Nie da się też ukryć, że taki plan aktywności fizycznej niewątpliwie niesie ze sobą wiele korzyści dla zdrowia, ale skupianie się tylko i wyłącznie na prostym porównaniu – kalorie zjadane versus kalorie spalane nie przyniesie żadnych trwałych efektów.

Na początku, należy zaznaczyć, że kaloria nie jest jednostką fizyczną, lecz miarą ilości ciepła (tj. energii) znajdującego się w cząsteczkach tłuszczu, węglowodanów, białka i alkoholu. Ciekawy eksperyment przeprowadził zespół dr. T. Colina Campbella z Center for Nutrition Studies. Po wielu badaniach, naukowcy odkryli, że zwierzęta na niskobiałkowej diecie (5% białka) zjadały o 2-3% więcej kalorii, co hamowało rozwój komórek nowotoworowe przy ekspozycji na silny czynnik rakotwórczy. Było to o tyle zaskakujące, że do tej świat nauki uważał niemalże jednomyślnie, iż zredukowanie całkowitej liczby kalorii o 30-40% powstrzymywało rozwój nowotworu, czyli – mówiąc kolokwialnie – mniej kalorii = mniej komórek rakowych. Niemniej powyższy eksperyment pokazał coś wprost przeciwnego.

Z kolei prof. Mark Hegsted z Uniwersytetu Harvarda zauważył, że zwiększanie bądź zmniejszanie masy ciała człowieka teoretycznie wiązało się ze znacznie mniejszą liczbą kalorii niż do tej pory sądzono. Hegsted obliczył, że zwiększenie masy ciała o ok. 2 kg czystego tłuszczu rocznie to zaledwie 50 kcal więcej dziennie. A co to jest 50 kcal? Przykładowo, 2 surowe rzodkiewki. Trudno zatem taką ilość wychwycić, gdyż jest to raptem 2-2,5% dziennego zapotrzebowania kalorycznego wynoszącego 2000-2500 kcal. Obserwacje te były o tyle intrygujące, że naukowcy doszli do wniosku, iż organizm człowieka prawdopodobnie znajduje własny sposób na poradzenie sobie z tym „nadmiarem” i nie magazynuje go natychmiast w postaci tkanki tłuszczowej. Dodatkowo, odkryto, że diety niskobiałkowe sprawiają, iż kalorie są wykorzystywane głównie do produkcji ciepła (termogenezy) i tylko w bardzo niewielkim zakresie do tworzenia zapasów tłuszczu.

Jakie wnioski można więc wyciągnąć na podstawie tych badań? Po pierwsze, zwierzęta na niskobiałkowej diecie zjadały więcej kalorii, ale wolniej zwiększały masę ciała, przy jednoczesnym hamowaniu rozwoju komórek rakowych. Zwierzęta te były także lepiej dotlenione, wytwarzały więcej brązowego tłuszczu i zwiększały rotację norepinefryny (adrenaliny), co przekłada się na lepszą aktywność brązowego tłuszczu i przyspieszony metabolizm. Naukowcy zaobserwowali także znacznie wyższy poziom energii u tych zwierząt, które samodzielnie wybierały ćwiczenia na kołowrotku.  Te liczne korzyści zdrowotne płynące z niskiej podaży białka i szybszej przemiany materii prawdopodobnie wiązały się z dodatkowymi kaloriami wykorzystywanymi przez organizm albo w celu ogrzania ciała (termogenezy) albo zwiększenia aktywności fizycznej zamiast zwiększania masy ciała w postaci tkanki tłuszczowej.

Naukowcy udowodnili, że organizm ludzki w sposób naturalny dąży do homeostazy i optymalnego poziomu zdrowia, gdy otrzymuje wszelkie niezbędne składniki odżywcze w postaci nieprzetworzonych produktów pochodzenia roślinnego. Poza tym, wystarczy przeprowadzić na sobie prosty eksperyment – kiedy mamy więcej energii i ochoty do ruchu? Po zjedzeniu ciężkiego posiłku obfitującego w wolno trawione białko i tłuszcze, czy po spożyciu węglowodanów? Dlaczego biegacze nie stosują w trakcie treningu białka ani tłuszczu jako źródła energii tylko wybierają np. banana?

Jak widać, ani białko ani liczba kalorii nie są tak istotne w diecie, jak starają się nam to wmówić różni „eksperci”. Branża spożywcza to jedna z najmocniejszych gałęzi przemysłu. Nic dziwnego, że w interesie wielu przedsiębiorstw leży ciągłe przekonywanie nas, iż musimy kupić suplement białkowy lub zjeść burgera, by cieszyć się dobrym zdrowiem i atrakcyjnie wyglądać. Po siłowni, zanim jeszcze się umyjemy i ubierzemy, najlepiej spożyć baton proteinowy. I, niestety, wiele osób rzeczywiście tak robi. Niektórzy uważają, że do przeżycia potrzebne jest tylko i wyłącznie białko, a permanentny stan ketozy to naturalny stan dla człowieka. Argumentem ma być bowiem fakt, iż noworodek jest na początku karmiony tylko i wyłącznie mlekiem matki. Natomiast to, iż noworodek w końcu dorasta i zostaje odstawiony od piersi zdaje się być mało istotnym szczegółem. W końcu skoro znajdują się amatorzy „naturalnego hormonu wzrostu” w postaci mleka kobiet kupowanego on-line (sic!), chyba nikogo nie powinna dziwić tego typu argumentacja.

Miałam tę nieprzyjemność obejrzeć amerykański reality show produkowany przez stację Discovery Channel, o nazwie „Naked and Afraid”. Para ochotników, kobieta i mężczyzna, zgadzają się podjąć wyzwanie polegające na przetrwaniu w trudnych warunkach 21 dni. Nie mają żadnego specjalistycznego sprzętu, wody ani pożywienia, a żeby show przyciągnął więcej widzów, są także pozbawieni odzieży. Wyruszają więc do dzikiej dżungli, gdzie próbują zbudować szałas i znaleźć pożywienie oraz wodę pitną. Jak się okazuje, jedynym sposobem na przetrwanie jest upolowanie zwierzęcia. Lektor dramatycznym tonem informuje przejętych widzów, że aby przetrwać, para koniecznie musi znaleźć białko. Mamy więc drastyczne sceny odpiłowywania wężowi głowy, bo nóż na tyle tępy, że odcięcie za jednym zamachem nie wchodzi w grę. Jest też przebijanie pyska ryby od wewnątrz, walenie jaszczurką o kamień i gotowanie żywych krabów. Była też wymowna scena odgryzienia żywej jaszczurce głowy przez uczestnika, który od kilkunastu dni nie jadł. Oczywiście, wszystko pokazane w pełnym zbliżeniu jako najciekawszy punkt programu. Najwyraźniej tego typu sceny są dla producentów całkowicie zgodne ze standardami etyki telewizyjnej, nie to co pokazanie nagich piersi uczestniczki, które oczywiście były stosowanie rozmazane. Piersi są bowiem niemoralne, ale brutalne zamordowanie zwierzęcia dla rozrywki już nie.

Discovery Channel

Jednak to, co mnie zadziwia, to białkowa propaganda, jaką promuje ten program. Rozumiem, że zakatowanie węża jest bardziej widowiskowe dla zboczonej publiki niż znalezienie i zjedzenie kokosa, ale tak na chłopski rozum to to drugie jest i łatwiejsze i zdrowsze. Nie dość, że kokos nas nie ukąsi, to dostarczy znacznie więcej wartości odżywczych i prawdopodobnie również na dłużej nasyci. Nie ma też potrzeby go gotowania ani w żaden inny sposób przyrządzania. Dziwi mnie więc, że uczestnicy zamiast poszukać owoców i jadalnych roślin, które z pewnością były dostępne (a surwiwalowcy de facto powinni na ich temat posiadać odpowiednią wiedzę), wolą polować na węże i jaszczurki. No tak, bez białka się nie przeżyje, a rośliny przecież go nie posiadają. ☺

Dr T. Colin Campbell przeprowadził swego czasu słynne badanie pt. „China Study” na ludności wiejskiej w Chinach, w którym udowodnił, że białko zwierzęce jest nie tylko niepotrzebne, ale wręcz szkodliwe dla zdrowia. Jak każdy naukowiec głoszący kontrowersyjne poglądy, Campbell stał się w środowisku medycznym persona non grata. Jednak wyniki jego  badania do tej pory pozostają niepodważone. Campbell udowodnił, że zwiększone spożycie kalorii i mniejsza zawartość białka w diecie pozwoliły obniżyć poziom cholesterolu we krwi, znacząco ograniczyć ryzyko chorób serca, cukrzycy i nowotworów oraz zmniejszyć masę ciała (praktycznie brak przypadków otyłości).

Więcej:

Źródło:

Podobne artykuły:

Dodaj komentarz