Psychobiologia żucia

facebooktwitterpinterest

cow-chewing-grass

W przeciwieństwie do procesów trawiennych, które są całkowicie od nas niezależne, żucie to czynność, nad którą mamy pełną kontrolę (choć być może nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę). Warto jednak przyjrzeć się żuciu dokładniej, gdyż ma ono niebagatelne znaczenie nie tylko dla naszego trawienia, ale również samopoczucia. Według naukowców z amerykańskiego Instytutu Psychologii Żywienia, odpowiednie żucie pozwala zachować ciało, umysł i emocje w równowadze.

Dlaczego chrupiące produkty są takie popularne? Dlaczego w reklamach tak chętnie podkreśla się, że są „super chrupiące”, itd.? Dlaczego nie możemy zjeść kilku czipsów, orzeszków, itp., tylko pochłaniamy całe opakowanie? Powód jest prosty – żucie i chrupanie to nasze pierwotne, wrodzone odruchy, których nie pozbyliśmy się wraz z latami cywilizacji. Stopień „chrupkości” produktu ma zatem bardzo duże znaczenie, ale nie chodzi tylko o sam fakt pogryzienia czegoś, ale również (a może przede wszystkim) o dźwięk chrupania, który słyszymy podczas jedzenia. Zbadano poziom decybeli, który jest uważany przez człowieka za najprzyjemniejszy w trakcie spożywania posiłku i okazało się, że niestety prym wiodą czipsy. Co więcej, producenci tego typu przekąsek dokładnie zdają sobie z tego sprawę…

Z psychofizjologicznego punktu widzenia, żucie i chrupanie to nasz naturalny sposób na wyzwolenie wrodzonej agresji. A człowiek jest stworzeniem z natury agresywnym. Zygmunt Freud stwierdził, że życiem ludzkim sterują dwie główne siły napędowe – popęd śmierci i popęd seksualny, zwanym również popędem życia. Tanatos i Eros prowadzą więc swój nieprzerwany „danse macabre”, walcząc o prowadzenie. Jednak cywilizacja w dużej mierze uciera nosa im obojgu – nie możemy bowiem bezkarnie realizować ani popędu seksualnego ani popędu śmierci. Nie oznacza to jednak, że naturalny instynkt całkowicie zaginął – on w dalszym ciągu w nas tkwi, choć nie zawsze mamy tego świadomość. A żarliwe chrupanie i żucie to jeden z jego przejawów.

Gdy lwu żyjącemu w klatce wrzuci się kawał mięsa, zwierzę zapewne zaryczy, zaatakuje go i rozerwie na strzępy, tak jak gdyby była to prawdziwa ofiara. Lew musi w ten sposób postępować, ponieważ taka jest jego natura. Z logicznego punktu widzenia atakowanie kawałka mięsa nie ma sensu i zapewne lew zdaje sobie sprawę z tego, iż nie ma do czynienia z żywą gazelą, a jednak instynkt bierze górę. Naturalnym zachowaniem lwa jest bowiem agresja i nawet zamknięcie w klatce i życie w sztucznych warunkach stworzonych na potrzeby ogrodu zoologicznego nie jest w stanie tego zmienić. Jednak agresja nie jest tutaj rozumiana jako coś negatywnego, ponieważ żaden lew nie atakuje gazeli z nienawiści bądź zemsty. Agresja jest tutaj rodzajem energii, która się kumuluje w organizmie i która potrzebuje znaleźć ujście.

Podobnie jak lew, człowiek również posiada taką wrodzoną agresję. Psychologowie uważają, że jej pierwszym przejawem jest potrzeba gryzienia u noworodka. Czasem zdarza się to podczas karmienia i nie jest bynajmniej przypadkowe. Gryzienie to pozwala bowiem ustanowić dziecku odpowiednią relację z matką. Niemowlę musi aktywnie „trzymać się” piersi dającej pokarm, nawet gdy matka próbuje je od siebie odsunąć. Gdy w końcu to zrobi, a dziecku nie udało się w pełni zaspokoić głodu, dochodzi do bardzo silnego napięcia – negatywnego bodźca wywołującego agresję. Zgodnie z teorią psychoanalityczną, po fazie autyzmu pierwotnego, gdy rzeczywistość zewnętrzna jest dla dziecka jeszcze obojętna, następuje faza oralna. Niemowlę zaczyna bardziej odczuwać nieprzyjemne bodźce zewnętrzne, takie jak np. głód, chłód, zbyt mocny dotyk, i reaguje na nie agresją. Stąd płacz, krzyk i grymas twarzy. Można zatem uznać, że kontakt ze światem zewnętrznym zaczyna się de facto od realizowania popędu śmierci.

Badając te fascynujące zależności, należy zwrócić uwagę na fakt, że szczęka jest często utożsamiana ze złością i agresją. Gdy emocje te są tłumione, szczęka odruchowo się zaciska, a mięśnie żuchwy napinają. Jest to działanie całkowicie nieświadome, które w pewnym stopniu dzielimy z innymi zwierzętami. Zdenerwowany i rozdrażniony pies reaguje przecież obnażeniem kłów, podobnie jak goryl i wiele innych gatunków. Tak więc to przez szczękę agresja znajduje swoje ujście. Szczęka jest także pierwszą bronią odstraszającą wroga. Zwierzę najpierw obnaża kły, by w ten sposób ostrzec wroga i dać mu szansę ewentualnego wycofania się, a dopiero potem atakuje. Człowiek również najpierw zaciska szczękę, krzyczy, zmienia grymas twarzy. Mężczyźni o mocno zarysowanej szczęce są uważani za bardziej męskich, ale też za bardziej niebezpiecznych. Budzą większy respekt wśród innych mężczyzn i większe pożądanie wśród kobiet.

Wróćmy jednak do żucia. Wiemy już, że ów czynność jest biologicznie uzasadniona, tak więc połykanie jedzenia i odbieranie sobie szansy na dokładne przeżuwanie pokarmu jest niezgodne z naszą naturą i szkodliwe ze względu na procesy trawienne oraz z czysto psychologicznego punktu widzenia. Brak żucia sprawia, że nasza wrodzona agresja nie może znaleźć ujścia, a posiłek nie jest w pełni satysfakcjonujący. W związku z tym, jemy nawet po pojawieniu się uczucia sytości. Psychologowie uważają też, że połykanie jedzenia bez odpowiedniego żucia może odzwierciedlać nasz stosunek do świata. Poszukujemy zaspokojenia, ale nie chcemy podejmować koniecznych kroków, by je w pełni osiągnąć.  Jak na ironię, skutkiem ubocznym takiego „chodzenia na skróty” jest jeszcze większy głód. Żucie i odczuwanie smaku spożywanego pokarmu to podstawowe warunki zaspokojenia głodu. W momencie, gdy je ograniczamy, mózg nie czuje się w pełni usatysfakcjonowany.

Naukowcy przeprowadzili jeden bardzo ciekawy eksperyment, podczas którego pozbawili grupę szczurów zdolności odczuwania smaku i porównali ją z inną grupą szczurów. Obydwie grupy były na normalnej surowej diecie i otrzymywały taką samą ilość pokarmu. Jednak w niedługim czasie szczury pozbawione smaku zmarły. Okazało się, że przyczyną było niedożywienie (sic!). Naukowcy mogli wytłumaczyć to tylko w jeden możliwy sposób – istnieją ważne, choć nieznane, związki psychologiczne pomiędzy smakiem a stanem zdrowia. Podobnie, pacjenci szpitalni żywieni dożylnie lub przez rurkę często żalą się na ciągłe uczucie głodu oraz inne problemy trawienne, z odpornością, itp.

Aby w pełni czuć się najedzonym, musimy gryźć, żuć i dokładnie odczuwać smak. Dlatego dietetyczną pułapką są dla wielu kaloryczne napoje, jak np. kawy z sieciówek. Mimo iż zawartość kalorii w jednej takiej kawie nierzadko przekracza wartość całego obiadu, wcale tego w ten sposób nie odczuwamy. Wypity napój nie daje bowiem takiego uczucia sytości jak ta sama wartość kaloryczna zjedzona w postaci normalnego jedzenia, które można pogryźć i przeżuć. Podobnie działają też odżywki sportowe, które w teorii mają zastępować posiłek, ale w praktyce nie zawsze tak bywa. Bo jedzenie to nie tylko czynność czysto fizyczna, umysł odgrywa tu równie ważną rolę jak żołądek czy jelita. Zresztą jak z każdym innym doświadczeniem w życiu, aby je w pełni docenić i poczuć, musimy je odpowiednie „smakować”. Psychologowie zauważają, że wiele słów używanych do opisywania czynności jedzenia to te same słowa, których używamy do opisywania procesu myślenia. Na przykład, „przełknąć”, „przetrawić” albo „smaczki”, itp.

Nasze usta zasługują na szczególny szacunek, bo to one stanowią pierwszy etap całego procesu trawienia. To tutaj zaczynają najpierw zachodzić reakcje chemiczne dzięki enzymowi amylazy, który rozkłada węglowodany złożone w ślinie. Trawienie mechaniczne także rozpoczyna się w ustach poprzez żucie. Gdy pokarm dostaje się do żołądka, zwiększa się liczba cząsteczek wystawionych na działanie kwasów żołądkowych i enzymów. Gdy coś połykamy w całości, jest to dla organizmu nienaturalne. Żołądek musi najpierw rozdrobnić ten pokarm za pomocą ruchów własnych mięśni, co bynajmniej nie jest jego normalnym zadaniem. Powoduje to też większe wytwarzanie kwasów żołądkowych, co podrażnia wyściółkę.  A stąd prosta droga do niestrawności i zgagi, zwłaszcza gdy jedzenie zawiera dużo białka. Pokarmy wysokobiałkowe wymagają bowiem większej ilości kwasów żołądkowych do trawienia. Żucie natomiast nadaje odpowiednie tempo trawienia, które jest naturalne dla organizmu. Dzięki temu, procesy metaboliczne są w stanie się ustabilizować.

Reasumując, żucie jest naprawdę bardzo ważne dla naszego zdrowia psychofizycznego. Jeśli będziemy jeść bez pośpiechu i delektować się smakiem potraw, prawidłowe żucie przyjdzie naturalnie.

Źródło:

Podobne artykuły:

Dodaj komentarz