Szowinizm gatunkowy

facebooktwitterpinterest

diabelek_laptop

 «postawa, którą charakteryzuje brak tolerancji i przyznawanie uprzywilejowanej pozycji własnej płci, rasie lub grupie»

 «skrajny nacjonalizm wyrażający się w bezkrytycznym stosunku do własnego narodu oraz w pogardzie i nienawiści do innych narodów»

Słownik języka polskiego PWN

            O ile powyższe definicje szowinizmu są raczej powszechnie znane, o tyle koncepcja szowinizmu gatunkowego niekoniecznie. Jeszcze do niedawna bycie szowinistą świadczyło o pewnym intelektualnym zacofaniu i nie było zbyt dobrze odbierane społecznie. Niestety, przy obecnym rządzie, pogardliwe wyrażanie się o kobietach, mniejszościach seksualnych czy etnicznych stało się nie tylko powszechnie akceptowane, ale zaczyna być również utożsamiane z pewną chorą formą „patriotyzmu”. Brak tolerancji, jawne namawianie do nienawiści, a nawet przestępstw wobec osób w jakikolwiek sposób odbiegających od tzw. normy powstałej na fundamentach skostniałego i ortodoksyjnego katolicyzmu (zresztą dość wybiórczo traktowanego) stały się oznaką wyższości i mylnie rozumianej autentyczności (sic!). W końcu „prawdziwy” Polak to ten, który nienawidzi homoseksualistów, feministek, imigrantów i publicznie to okazuje słownie, ale jak będzie trzeba, to użyje też siły. Dla pozostałej, „nieprawdziwej” części społeczeństwa nie ma tu miejsca – nie ma tu miejsca dla osób o odmiennym kolorze skóry, pochodzeniu, kulturze, ani dla tych, którzy wybrali inną niż katolicka drogę w życiu, np. nie chcą brać ślubu, nie chcą żyć w związku heteroseksualnym, nie chcą mieć dzieci, itd.

Jak się niedawno dowiedziałam, że nie ma tu też miejsca dla wegetarian i wegan, bo taki styl życia to ponoć „skutek praktyk satanistycznych”, od których już tylko krok do całego tego pedalstwa i lewactwa. Niestety, Polska zaczyna być krajem, który nie tylko nienawidzi ludzi, ale również zwierząt. Agresję i nienawiść wzbudzają bowiem ekolodzy walczący o naszą piękną i niepowtarzalną przyrodę, jak również ci, którzy mają odwagę sprzeciwiać się bestialskiemu traktowaniu zwierząt. Dlaczego? Myślę, że jednym z powodów może być właśnie szowinizm gatunkowy. Szowinizm gatunkowy, w dużym skrócie, polega na traktowaniu własnego gatunku jako wyższego i lepszego. Nie da się nie zauważyć, że spora część ludzi wyraża właśnie takie przekonanie. Ja z kolei zawsze byłam outsiderką ze swoimi „kontrowersyjnymi” poglądami, które stawiały zwierzę na równi z człowiekiem. Bo w zasadzie dlaczego nie? Dlaczego obcy człowiek miałby mieć dla mnie większą wartość niż np. mój pies, który jest moim prawdziwym przyjacielem, okazuje mi wiele pozytywnych uczuć, spędza ze mną większość czasu i ewidentnie czuję, że jest mi całkowicie oddany? Dlaczego więc miałabym pomniejszać wartość tej więzi tylko dlatego, że pies jest… psem?

Większość argumentów dotyczy rzekomo ograniczonej inteligencji zwierząt i nieumiejętności posługiwania się językiem. W takim razie, osoby z zespołem Downa, nieme, głuche, niewidome również powinny być traktowane jako „gorsze”, gdyż wedle powyższych kryteriów, faktycznie są „gorsze”. Jednak, mimo wszystko, nikt otwarcie tego nie przyzna. Inna sprawa, że już w XVIII wieku naukowcy zauważyli, iż zwierzęta odznaczają się dużo wyższym poziomem inteligencji i umiejętności niż ludzki noworodek. Jeremy Bentham, angielski filozof, pisał w 1789 roku, że „dorosły koń lub pies jest bez porównania rozumniejszym i zdolniejszym do porozumienia się zwierzęciem od dziecka mającego dzień czy tydzień, czy nawet miesiąc życia”. Jak widać spostrzeżenia sprzed kilku wieków nadal budzą kontrowersje i spotykają się z niezrozumieniem. W zasadzie trudno tak naprawdę uzasadnić, dlaczego odmienne gatunki nie miałyby zasługiwać na taki sam szacunek jak homo sapiens.

Przeszkadza w tym jednak nasza antropocentryczna postawa przejawiająca się w formie dość śmiesznego przekonania o własnej wielkości. Kiedyś z kolei królował europocentryzm, który stawiał Zachód, a dokładnie „kulturę białego człowieka” na piedestale, reszta to byli barbarzyńcy, podludzie, wymagający jak najszybszego ucywilizowania. Tutaj, oczywiście, pole do popisu mieli katoliccy misjonarze, którzy w dalszym ciągu czują potrzebę „nawracania” i zmieniania rdzennych obyczajów na te obowiązujące na Zachodzie. Na szczęście, zdarza się to już coraz rzadziej i obecnie misjom przyświeca nieco inny cel, jak np. oferowanie pomocy w zakresie zwalczania analfabetyzmu lub zapobiegania szerzącym się chorobom. Nie sądzę jednak, by w dzisiejszych czasach jakikolwiek inteligentny i wykształcony człowiek wierzył w europocentryzm. Sądzę, że to samo może stać się z postawą antropocentryczną – kiedyś zostanie wyśmiana i odejdzie do lamusa, a jej zwolennikami pozostaną, co najwyżej, osoby o przesadnie kontrowersyjnych poglądach, trzymające się swojego  biologicznego człowieczeństwa jako ostatniej deski ratunku w budowaniu poczucia własnej wartości.

Niedawno na rynku pojawiła się książka „Duchowe życie zwierząt” autorstwa Petera Wohllebena. Wohlleben stwierdza w niej, że zwierzęta mają takie same uczucia jak my, co de facto pozwala je stawiać na równi z człowiekiem. W wywiadzie dla „Wysokich Obcasów”, Holleben stwierdza, że „większość zmysłów i emocji (mamy) takie jak inne zwierzęta. (…) Boimy się, że jeśli będziemy częścią przyrody, a nie na jej szczycie, stracimy kontrolę. Takie myślenie zwalnia nas z odpowiedzialności za czyny. Kiedy wykorzystujemy rośliny i zwierzęta, nie czujemy się winni temu, że cierpią”. Dla przykładu, hormon oksytocyna odpowiedzialny za instynkt macierzyński posiadają nawet ryby. Są one również zdolne do odczuwania cierpienia, strachu, smutku, niepokoju i wielu innych, wydawało się na tyle złożonych emocji, że są one domeną wyłącznie ludzką. Nie są. Zresztą podobieństw możemy odnaleźć jeszcze więcej. Małe pandy śpią w podobnych pozycjach, co dzieci, i również ssą kciuki. Są też skore do zabawy, w Chinach często wkradają się do domów i zaglądają do garnków w kuchni! Uwielbiają się też przytulać.

panda

W Nowej Zelandii przeprowadzono eksperyment, podczas którego psy rasy sznaucer i bearded collie poprowadziły specjalnie zmodyfikowaną wersję mini coopera, korzystając z pedałów i skrzyni zmiany biegów (sic!). Psy nie tylko były w stanie regulować prędkość, ruszać i zatrzymywać pojazd, ale również wykonywać manewry za pomocą kierownicy. Z kolei naukowcy z Uniwersytetu Yale, udowodnili, że małpy kapucynki potrafią liczyć i szacować zyski i straty prawidłowo oceniając wydatkowanie żetonów na pokarm. „Reader’s Digest” podaje także liczne przykłady społecznych zachowań zwierząt, m.in. kota, który pomógł niewidomemu labradorowi wyjść z domu do ogrodu (współczucie), innego kota, który przychodził na grób swojego właściciela i spędzał tam po kilka godzin przynosząc zamiast zniczy i kwiatów papierowe ręczniki, kubki i itp. (żałoba), oraz wieloryba, który po uwolnieniu z sieci przez załogę statku krążył dookoła łodzi przez godzinę i wykonywał co jakiś czas imponujące skoki nad powierzchnię morza (wdzięczność). Nie wspominając o tym, że zwierzęta od lat, poniekąd dobrowolnie współpracują z człowiekiem.

Usłyszałam niedawno, że konie są głupie, ponieważ w przeciwnym razie nie dałyby na sobie jeździć dużo słabszej istocie, jaką jest człowiek. A może zgadzają się na to właśnie dlatego, że są inteligentne i wychodzą ponad przyziemne ludzkie kombinatorstwo? Może w ten sposób okazują nam wdzięczność za opiekę, dach nad głową, pożywienie? Może też niekiedy zdają sobie sprawę z braku lepszej alternatywy?  Zwierzęta mają inaczej zbudowane mózgi i inaczej rozwinięte zmysły, przez co ich postrzeganie świata jest inne. Nie oznacza to jednak, że gorsze. Inność nie oznacza bowiem, że ktoś jest gorszy w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa. Może to my jesteśmy słabsi, bo nie mamy tej siły, co niektóre zwierzęta albo nie potrafimy dostrzegać tych rzeczy, które one widzą bez problemu? I nie mam tu na myśli tylko postrzegania przedmiotów fizycznych, ale również zdolności do głębokiego współodczuwania. Jestem przekonana, że wiele zwierząt wykazuje się znacznie wyższą inteligencją emocjonalną niż niejeden człowiek.

To, że nie posługujemy się tą samą mową w żadnym wypadku nie upoważnia nas do stawiania się na wyższym szczeblu w sztucznie stworzonej hierarchii wartości. Uważam wręcz, że takie usilne stawianie człowieka na piedestale tylko dlatego, że jest człowiekiem jest oznaką wielkiej pychy i buty. Czy fakt, iż człowiek nie umie komunikować się ze zwierzęciem czyni go lepszym? Moim zdaniem jest dokładnie na odwrót – czyni go słabszym. Tak jak zagubiony turysta w obcym kraju, nie znający języka ani panujących tam zwyczajów. Czy turysta ten przez swoją niewiedzę i brak umiejętności potrzebnych do nawiązania komunikacji jest ważniejszy i lepszy czy wręcz przeciwnie?…

Bibliografia:

Podobne artykuły:

5 komentarzy

  1. Martyna napisał(a):

    Peter Wohlleben to wspaniały człowiek, czytałam Sekretne życie drzew byłam zauroczona. „Duchowe życie zwierząt, wziąć leży na półce i czeka na więcej czasu ;] Tak mnie rozczuliło zdjęcie pand, ze nie mogę 😀

  2. Guess What/ Klaudia napisał(a):

    Bardzo ciekawy tekst napisałaś o tym szowinizmie, Sekretne życie drzew czytałam, Duchowych przeżyć zwierząt jeszcze nie.

  3. Andrzej Kozdęba napisał(a):

    Bardzo ciekawe wyniki badań. Nie wiedziałem, że naukowcy sprawdzali takie umiejętności psów i innych zwierząt.

  4. Dorota napisał(a):

    Ciekawie i merytorycznie, dziękuję za tak obszerną dawkę wartościowej wiedzy.

  5. Justyna napisał(a):

    Piękny artykuł, twarde argumenty, ciekawe wnioski. Ja zawsze jestem za innością – sama nie mieszczę się w standardach 🙂

Dodaj komentarz