Weganizm a tycie

facebooktwitterpinterest

healthy_sources_of_fat_for_

Zazwyczaj dieta wegańska pozwala sporo schudnąć, jednak nie zawsze tak się dzieje. Samo wyeliminowanie produktów odzwierzęcych nie jest bowiem wystarczające, by pozbyć się zbędnych kilogramów. Co więcej, na diecie wegańskiej można również przytyć i, wbrew pozorom, takie przypadki wcale nie są odosobnione. Oczywiście, otyłość wśród wegan jest raczej rzadko spotykana, ale przytycie kilku kilogramów jak najbardziej się zdarza. Przyjrzymy się zatem najczęstszym przyczynom występowania takiego stanu rzeczy.

1. Wegański „junk food”. Wszelkie substytuty mięsa i nabiału wydają się zdrowszą alternatywą, ale nie jest to prawdą. Samo oznaczenie „wegański” nie czyni jeszcze produktu zdrowym. Niestety, sporo początkujących wegan zdaje się o tym nie pamiętać.  Wegańskie zamienniki zawierają bowiem całe mnóstwo sztucznych dodatków i konserwantów, które nie tylko sprzyjają tyciu, ale są zwyczajnie niezdrowe. Co więcej, uważam, że znacznie lepszym rozwiązaniem jest zjedzenie normalnego ekologicznego sera niż sera wege. Jeśli komuś tak bardzo brakuje tego typu produktów, że nie jest w stanie się bez nich obejść, może dieta wegańska nie jest najlepszym wyborem. Wierzę, że weganizm to styl życia, co do którego musimy być w pełni przekonani. Pod żadnym pozorem nie może to być męczarnia i pasmo wyrzeczeń. Warto zatem zastanowić się, czy naprawdę tego chcemy i czy jesteśmy gotowi na zrezygnowanie z niektórych produktów bez poczucia straty. Tylko wtedy ta dieta ma sens i może stać się zdrowym sposobem na życie.

Powyższe dotyczy również wszelkich słodyczy wegańskich, które może i mają lepszy skład niż tradycyjne ciastka i batony, ale bynajmniej nie są mniej kaloryczne. Jest dokładnie na odwrót! Przykładowo baton Cliff ma więcej kalorii niż Snickers. Tak więc bezmyślne objadanie się słodyczami wegańskimi, jak najbardziej, może przyczynić się do wzrostu wagi. Słodycze uważam za uzasadnione tylko wtedy, gdy mocno trenujemy i potrzebujemy co jakiś czas tzw. „cheat meala”. Jednak jedzenie deseru codziennie (jaki by on nie był) może sprawić, że na naszym ciele zamieszkają dodatkowe kilogramy. ☺

Tutaj znajdziecie listę przekąsek, które ze zdrowiem nie mają nic wspólnego, ale są wegańskie (choć na pierwszy rzut oka trudno w to uwierzyć) : http://www.buzzfeed.com/leonoraepstein/13-junk-foods-you-wont-believe-are-vegan

2. Tłuszcz. Ok, bywa zdrowy i niewątpliwie jest potrzebny do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu, jest jednak pewne „ale” – ma sporo kalorii i niestety, niezależnie od tego jak zdrowy by nie był, w dużych ilościach bywa tuczący. Dr McDougall mówi wręcz, że „tłuszcz zjedzony to tłuszcz noszony”. Mowa tutaj o awokado, orzechach i nasionach, a także produktach pochodnych soi, takich jak tofu czy tempeh, które pomimo licznych walorów odżywczych są również wysokokaloryczne. Jeżeli organizm nie ma możliwości spalenia nadmiaru tych kalorii, zostaną one odłożone w postaci nadmiernej tkanki tłuszczowej. A o nadmiar naprawdę nietrudno. 100g orzechów to ponad 600 kcal! Warto zatem zachować umiar i dostosować ilość tłuszczów do zapotrzebowania.

Nie jestem zwolenniczką całkowitego eliminowania tłuszczów z diety, ponieważ może to mieć poważne konsekwencje dla zdrowia. Po pierwsze, brak tego typu składników odżywczych mocno upośledza absorpcję witamin z pożywienia i suplementów. Witaminy A, D, E i K rozpuszczają się w tłuszczach, więc ich brak powoduje, że organizm nie jest w stanie przyswoić tych jakże istotnych dla zdrowia witamin.  Dodatkowo, naukowcy wykazali, że brak tłuszczów w diecie może powodować depresję lub znaczące obniżenie nastroju. Zarówno omega-3 jak i omega-6 w dużym stopniu wpływają na nasz nastrój i zachowanie. Są wręcz wykorzystywane jako naturalny sposób leczenia ADHD, schizofrenii, choroby afektywnej dwubiegunowej (borderline) i autyzmu. Nie da się również ukryć, że tłuszcz jest bardzo sycący, w związku z czym głód pojawia się później, więc łatwiej nam utrzymać dietę. Wszystko zależy jednak od proporcji.

3. Suszone owoce.  Jak wyżej, bardzo zdrowe i smaczne, ale niestety znacznie bardziej kaloryczne niż ich świeże odpowiedniki (na skutek pozbycia się wody w procesie suszenia). Poza tym, często można znaleźć w sklepach suszone owoce zawierające „dodatki”, które jeszcze zwiększają ich kaloryczność (np. cukier trzcinowy lub bogaty we fruktozę syrop kukurydziany), a do tego nie są zbyt dobre dla zdrowia (np. dwutlenek siarki). Głównym składnikiem suszonych owoców jest, oczywiście, cukier. Dla przykładu, ok. 30g suszonych daktyli to 19g cukru. Należy więc o tym pamiętać zjadając paczkę rodzynek jako przekąskę między posiłkami. Nie jest to najlepsze rozwiązanie, jeśli zależy nam schudnięciu lub utrzymaniu wagi.

Natomiast w przypadku sportowców, jest to idealne i naturalne źródło energii pozwalające uzupełnić zasoby glikogenu, polecane np. przy intensywnym treningu wytrzymałościowym. Łatwiej jest je przechowywać i zjeść niż świeże owoce. Ponadto, suszone owoce zawierają więcej witamin, minerałów i błonnika niż świeże owoce. Na przykład, suszone morele mają dwukrotnie więcej błonnika, a rodzynki aż czterokrotnie więcej żelaza niż winogrona.

4. Węglowodany. Dieta bezmięsna bardzo często przekształca się w dietę wysokowęglowodanową, której głównymi składnikami są przeróżne makarony, pieczywo, kasze i ryż. Wysoko przetworzone węglowodany są bardzo tuczące i pozbawione niemalże wszystkich składników odżywczych, które normalnie znaleźlibyśmy w nieprzetworzonej formie. Jednak warto też pamiętać, że produkty pełnoziarniste nie są pozbawione kalorii, a często mają ich nawet więcej niż produkty „białe”, więc bezrefleksyjne objadanie się może sprzyjać tyciu. Weganizm pod żadnym pozorem nie stanowi usprawiedliwienia do codziennego pochłaniania pół kilograma ryżu i urządzania co wieczór „pasta party”.

Ponadto, węglowodany powodują też zatrzymywanie się wody w organizmie. Gdy ciało przekształci je w glukozę, wszelkie „resztki” paliwa zamieniają się w polisacharyd o nazwie glikogen przechowywany w mięśniach i wątrobie. Glikogen to łatwo uruchamialna forma glukozy, która umożliwia szybki zastrzyk energii w razie potrzeby. Jednak powoduje też, że tkanka mięśniowa zaczyna magazynować dodatkową wodę, co sprawia, że możemy mieć wrażenie opuchnięcia, a wchodząc na wagę liczba może być wyższa niż się spodziewaliśmy. Dlatego często diety polegające na zmniejszeniu ilości węglowodanów dają wrażenie szybkiego chudnięcia, ponieważ najpierw tracimy zmagazynowaną wodę.

Poza błonnikiem, wszystkie węglowodany przekształcają się ostatecznie w glukozę, która rozprzestrzeniając się w organizmie pobudza trzustkę do produkcji hormonu insuliny. Insulina wspomaga też zamianę glukozy w glikogen, jeśli oczywiście mamy możliwość magazynowania dodatkowego glikogenu. Natomiast jeśli nie, dodatkowe przekształcone węglowodany będą magazynowane w postaci tłuszczu.

Dieta wegańska raczej nie sprzyja tyciu, a wzrost masy ciała zazwyczaj pojawia się na samym początku, kiedy nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni do nowego sposobu odżywiania się. Nie znam też przypadku otyłego weganina i zwiększenia wagi o więcej niż raptem parę kilogramów. Wszelkie zasady, które obowiązują przy każdej innej diecie, mają zastosowanie również w przypadku weganizmu. Jeśli będziemy jeść więcej niż nasz organizm jest w stanie spalić, nadmiar zostanie odłożony w postaci tkanki tłuszczowej. Jednak dokonując mądrych wyborów żywieniowych i słuchając swojego ciała (warzywa są naprawdę bardzo sycące!) przyrost masy jest mało prawdopodobny.

Źródło:

Podobne artykuły:

1 Response

  1. kikimora napisał(a):

    Niestety bardzo dobrze wiem o tym, jak łatwo jest utyć będąc weganką 🙁 Niestety mam słabość do smażonych indyjskich i arabskich dań, dodatkowo (kiedyś) pasjami jadłam masło orzechowe w zbyt dużych ilościach. Przynajmniej cukier nie jest dzisiaj moim problemem!

Dodaj komentarz