Weganka w Norwegii

facebooktwitterpinterest

IMG_1273

Norwegia od zawsze kojarzyła mi się z krajem bardzo mroźnym, ale też wyjątkowo czystym, gdzie ekologia nie istnieje tylko w teorii, ale stanowi ważny element funkcjonowania całego społeczeństwa. Myślę, że w dużej mierze tak właśnie jest i dzięki temu kraj ten naprawdę zachwyca pięknem natury i architekturą idealnie wkomponowaną w otoczenie. Malutkie drewniane chatki z trawiastymi dachami i pasącymi się owcami na tle zapierających dech fiordów to właśnie prawdziwa malownicza Norwegia. Nawet największe miasta, takie jak Oslo czy Trondheim w niczym nie przypominają wielkich, hałaśliwych metropolii. Bliżej im do naszego Zakopanego, choć bez Krupówek obklejonych reklamami i zapchanych stoiskami z plastikowymi pamiątkami.

Przez tydzień zwiedzaliśmy Norwegię, podziwiając dziką przyrodę i bezskutecznie wypatrując łosi, które podobno nie są tu szczególnie bojaźliwe. Niestety, widocznie mieliśmy pecha, ale jako że widziałam już łosie nad Biebrzą i w Kampinosie jakoś szczególnie nie żałuję. Nie dziwię się natomiast, że te przepiękne góry i lasy upodobały sobie także norweskie trolle. 😉 Sama przez moment zaczęłam się zastanawiać, co by to było, gdybym tak sobie zamieszkała w czerwonej chatce nad górskim potokiem w towarzystwie przyjaznych trolli. Niestety, ani łosia ani trolla nie było mi dane spotkać.

Norweskie drogi są bardzo czyste i przede wszystkim równe, więc podróżuje się tu naprawę przyjemnie. Co kilkanaście kilometrów znajdują się zatoki umożliwiające podziwianie fiordów. Można się zatrzymać i po prostu patrzeć i patrzeć, ponieważ takich widoków nigdy za wiele. Zdecydowanie polecam podobną wyprawę autem lub motorem, choć należy pamiętać, że Norwegia bynajmniej do tanich krajów nie należy. Za litr benzyny zapłacimy, bagatela, 7 zł (sic!). Natomiast średnia cena za lunch dla dwóch osób to 250-300 zł i nie mam tutaj na myśli jakichś eleganckich restauracji tylko bardziej bary/kawiarnie.

No właśnie, skoro już jesteśmy przy jedzeniu, przejdźmy do rzeczy. Wielokrotnie zdarzyło mi się słyszeć, że dieta wegańska jest trudna do zrealizowania, ponieważ jest problem z kupieniem odpowiednich produktów (?) i nie można zjeść bez problemu na mieście, nie wspominając już o takich wyjazdach jak ten mój. Ok, umówmy się, jedzenie całkowicie pozbawione produktów odzwierzęcych jest w dzisiejszych czasach utrudnione, ponieważ mleko czy jaja są dodawane absolutnie wszędzie, nawet tam, gdzie byśmy się tego zupełnie nie spodziewali, jak np. do mieszanki orzechów. Trzeba więc czytać etykiety nieco dokładniej, ale nie traktuję tego jako szczególnej uciążliwości, ponieważ dzięki temu jem zdrowiej, a o to chyba chodzi. Na pewno łatwiej jest kupić hot-doga na stacji benzynowej, ale ze zdrowo zbilansowaną dietą niewiele to ma wspólnego. Śmiem wręcz twierdzić, że w ogóle z pożywieniem niewiele ma to wspólnego.

W większości dużych miast, zarówno w Polsce jak i za granicą, znajduje się przynajmniej jedna knajpka wegańska. Ewenementem jest Warszawa, w której takich lokali jest chyba z kilkadziesiąt, choć tak naprawdę miejsc z faktycznie dobrym jedzeniem jest,  niestety, bardzo mało. W Norwegii zauważyłam, że w większych miastach można znaleźć maksymalnie 2 lokale serwujące posiłki wegetariańskie i wegańskie. Zazwyczaj obsługa chętnie „przerabia” dania wegetariańskie na wegańskie – wystarczy poprosić. Dodatkowo w niektórych supermarketach można kupić też posiłki na wynos, które są 100% wegańskie, np. kuskus lub makaron z warzywami, sałatki, pokrojone owoce. Jest też duży wybór ekologicznych nasion i orzechów. Nie jest to może tak imponujące jak w USA, ale zdecydowanie weganin znajdzie tu sporo przekąsek na drogę i to w niemalże każdym markecie, łącznie ze stacjami benzynowymi.

IMG_1820

 

Podczas naszej wyprawy pokonaliśmy ponad 2000 km, spędzając w samochodzie po kilka godzin dziennie. Na drogę zaopatrzyliśmy się w świeże i suszone owoce, orzechy, masło orzechowe i grahamki. Przyznaję, że trochę obawialiśmy się na początku, iż będzie to nasze menu na cały tydzień, ale okazało się, że na szczęście obawy były całkowicie nieuzasadnione. W każdym dosłownie miejscu, gdzie była restauracja, w menu znajdowała się przynajmniej jedna pozycja wegetariańska. I mam tu na myśli prawdziwe danie wegetariańskie, a nie np. rybę udającą, że nie jest mięsem, jak to często mamy okazję widzieć w Polsce.

Niestety, problemem jest to, że mimo iż Norwegowie dość dokładnie opisują skład poszczególnych dań, zaznaczając informacje o wszelkich niemalże alergenach, nie zawsze wspominają o serze…  Zdarzyło się nam więc zamówić pewnego razu naprawdę przepyszne spaghetti z oliwą z oliwek, czosnkiem, suszonymi pomidorami, itd., ale okraszone parmezanem. Na szczęście tylko na czubku dania, więc łatwo było się pozbyć sera. Była to dla nas cenna nauka i na przyszłość pytaliśmy przy każdym posiłku wegetariańskim, czy zawiera ser, a jako, że angielski nie jest w Norwegii problemem (nawet w bardzo małych podgórskich miejscowościach, można bez problemu się dogadać), za każdym razem udawało nam się jeść w fajnych, „normalnych” restauracjach pełnowartościowe i w 100% wegańskie posiłki. Nawet przydrożne bary z hamburgerami, nie zachęcające swoim wyglądem do odwiedzin, miały w menu sałatki, z których każdą dało się podać w wersji wegańskiej.

Wniosek jest zatem jeden – wszędzie i w każdych warunkach można jeść wegańsko i zdrowo, jeśli tylko się chce. Fast food, jak sama nazwa wskazuje, to jedzenie szybkie i przyjemne, bo nie wymaga z naszej strony żadnego wysiłku. Płacimy i mamy. To o wiele prostsze niż przygotowanie jedzenia wcześniej, przeczytanie etykiety, sprawdzenie składników albo poszukanie odpowiedniej restauracji na mieście oferującej wysokiej jakości posiłki. Wszystko jest kwestią priorytetów – jeśli chcemy jeść byle jak, ale szybko, to na pewno opcje dostępne w McDonaldzie czy na Statoilu są idealne. Jeśli jednak zależy nam na zdrowiu i dobrym samopoczuciu, włożymy choć trochę wysiłku w to, by znaleźć takie jedzenie, które nie będzie zapychaczem naszpikowanym konserwantami, ale prawdziwym pożywieniem. Poza tym, fast food to również banan albo jabłko, dostępne praktycznie wszędzie. Warto o tym pamiętać wyjeżdżając na wakacje. ☺

Podobne artykuły:

Dodaj komentarz