Wegański Izrael

facebooktwitterpinterest

536433_3074995764125_57447528_n

Izrael odwiedziłam dwa lata temu w maju, rozpoczynając swoją podróż od Tel Awiwu, który jest miastem niezwykle zachodnim, przypominającym w dużej mierze wybrzeże zachodnie w USA. Poza Medyną usytuowaną niedaleko portu pełnego klimatycznych kafejek i restauracji serwujących lokalne dania, plaże są pełne aktywnych, opalonych ludzi uprawiających przeróżne sporty. Jedni grają w frisbee, inni biegają, jeszcze inni grają w siatkówkę plażową (czasem do późnej nocy, ponieważ liczne boiska są oświetlone). Co parę kilometrów można też znaleźć tzw. siłownie pod chmurką z całkiem przyzwoitym sprzętem. Pamiętam, że widok plaż w Tel Awiwie sprawił, iż z pewnym smutkiem pomyślałam o naszym polskim morzu. Nadmorskie miejscowości są zapchane turystami, którzy spędzają cały dzień szczelnie zabarykadowani parawanami, pijąc piwo, jedząc niezdrowe przekąski z okolicznych barów i opalając się na tzw. „raka”. Nikt nie ćwiczy, nikt się nie rusza, nikt nawet o tym nie pomyśli. Próbowałam pobiegać przed południem po plaży w Łebie, ale było to niemożliwe ze względów czysto strategicznych i wzbudzało ogromne zdziwienie urlopowiczów. Podobnie jak zdziwienie i oburzenie wzbudzają warszawskie otwarte siłownie uruchomione w niektórych parkach, bo przecież „są ważniejsze wydatki”. Oczywiście, że są i zawsze znajdą się inne priorytety, choć z drugiej strony uważam, że warto doceniać pozytywne inicjatywy, a zachęcanie do sportu i instalacja darmowego sprzętu do ćwiczeń na pewno do takowych się zalicza.

Dość jednak narzekania i powróćmy do Izraela, który oprócz świetnych plaż w Tel Awiwie być może uzyska tytuł „najbardziej wegańskiego państwa na świecie”!  Podobne informacje zaczęły się pojawiać w prasie zagranicznej już parę lat temu. Zmiana nastawienia Izraelczyków to w dużej mierze zasługa działania organizacji ekologicznych , m.in. „Anonymous” i „Let the Animals Live”, co pokazuje, że wszelka tzw. propaganda wegańska – wbrew temu co sądzą sceptycy – odnosi jednak pewne pozytywne skutki. Dużym sukcesem jest bowiem zmiana podejścia do żywienia i postrzegania zwierząt z przedmiotowego na podmiotowe.

Daniel Erlich i Hovav Amir, dwaj izraelscy działacze na rzecz ochrony praw zwierząt, swego wpadli na pomysł, by wykonać hebrajskie napisy di wykładu wegańskiego aktywisty – Gary’ego Yourosfky’ego, opublikowanego w sieci YouTube (dostępny tutaj). Gary Yourofsky to dość kontrowersyjna postać, znana z radykalnych posunięć. W wielu krajach jest uważany za przestępcę, spędził nawet 77 dni w kanadyjskim więzieniu. Ma także zakaz wstępu do Kanady i Wielkiej Brytanii. Yourofsky nie przebiera w słowach, np. jaja nazywa „miesiączką kury”, a miód „wymiocinami pszczół”. Stwierdził również, że każda kobieta nosząca naturalne futro powinna zostać w brutalny sposób zgwałcona. Przetłumaczony wykład nie był jednak aż tak ekstremalny, zawierał za to sporo danych naukowych, choć pojawiały się również drastyczne sceny z rzeźni. Mimo iż Yourofsky tak naprawdę nie dokonał niczego przełomowego, a wykład w dużej mierze zawiera znane od dawna fakty, to i tak dzięki swojej charyzmie i determinacji sprawił, że wideo stało się niezwykle popularne (w Izraelu obejrzało go ponad pół miliona mieszkańców). Z kolei Erlich i Amir tak bardzo zafascynowali się postacią Yourofsky’ego, że zdołali nawet przekonać jednego z wiodących producentów tofu do umieszczania na swoich produktach kodu QR z adresem jego strony internetowej. W rezultacie, Gary Yourofsky odwiedził Izrael z serią wykładów i był to jego pierwszy tego typu wyjazd poza Stany Zjednoczone.  Spotkania były intensywnie śledzone przez media – szacuje się, że przekaz Yourofsky’ego dotarł do ponad 700 000 Izraelczyków! Amir uważa też, że „przynajmniej kilka tysięcy mieszkańców Izraela przeszło na weganizm po obejrzeniu wykładu”.

Obecnie szacuje się, że około miliona Izraelczyków nie je mięsa, a 13% całej populacji rozważa przejście na dietę wegetariańską lub wegańską. Odzwierciedla to również coraz gorsza sytuacja przemysłu mleczarskiego, który w zeszłym roku doświadczył spadku wielkości sprzedaży o ok. 7%.  Podobnie jak w wielu innych bardziej rozwiniętych państwach, tak i w Izraelu, można zaobserwować coraz większe zainteresowanie zdrową, nieprzetworzoną żywnością. Ponadto, główne sieci restauracji zauważają wzrastające zapotrzebowanie na dania wegańskie i wegetariańskie. Przykładowo, „Cafe Greg” przyznaje, że w zeszłym roku zapotrzebowanie na posiłki wege skoczyło aż o 30-40% (!), w związku z czym lokal wprowadził do swojego menu aż 24 nowe dania roślinne (oprócz i tak już popularnych w Izraelu falafeli, hummusa czy tabbouleh – sałatki warzywnej z kuskusem). Ponadto, Izrael może poszczycić się coraz większą liczbą wegańskich grup wsparcia, kursów kulinarnych, sklepów, programów, blogów, a nawet specjalną aplikacją na smartphone’a „Vegan Spotting”, która pozwala zlokalizować w danym rejonie restauracje serwujące dania roślinne. Ciekawostką są również dostępne w Izraelu wegańskie prezerwatywy! ☺

Weganizm w Izraelu nie jest postrzegany jako dieta ekstremalna, zapewne dlatego, że wiele dań śródziemnomorskich to i tak dania oparte na produktach roślinnych. Pomaga też kaszrut, czyli podstawowa część prawa żydowskiego określająca, jakie produkty mogą spożywać ortodoksyjni Żydzi i w jaki sposób należy je przygotowywać. Pokarm z kategorii „pareve” (neutralny) jest w większości odpowiedni dla wegan, ponieważ wyklucza produkty mięsne i mleczne. Jednak bynajmniej nie jest to synonim weganizmu, gdyż „pareve” obejmuje także jaja, miód i ryby. Jednak współczesny Izrael jest coraz bardziej „zachodni” – religijny reżim zastępuje prostota i, co tu dużo pisać, moda. Bowiem weganizm to nie tylko ideologia i zdrowie, ale również coraz bardziej popularny trend żywieniowy. Erlich i Amir zapewniają: „To nie jest przejściowa moda, ale prawdziwa rewolucja!” Zdaje się, że mają rację, ponieważ w 2013 roku, kilka prestiżowych, zagranicznych magazynów pisało o weganizmie w Izraelu w kontekście jednego z ważniejszych nurtów dietetycznych.

Aczkolwiek to nie jedyny powód, dla którego warto odwiedzić ten niesłychanie interesujący, bogaty kulturowo kraj. Oprócz bajecznych plaż, rozpowszechniającego się weganizmu i, oczywiście mnóstwa zabytków (m.in. Jerozolima) oferuje także inne przyjemności, jak chociażby kąpiel w Morzu Martwym i naturalne błotne maseczki. ☺

463287_3061012774559_596580955_o

463287_3061012854561_2037433192_o

Rejon Morza Martwego znajduje się na pograniczu Izraela i Jordanii. Morze Martwe jest obecnie uważane za prawdziwy skarb, choć w przeszłości dopatrywano się w nim siedliska samego Diabła – pierwotna nazwa to Morze Diabelskie. Starożytne teksty wspominają też, że na dnie mają rzekomo znajdować się ruiny Sodomy i Gomory. Te szatańskie konotacje wzięły się zapewne stąd, że ze względu na wysoki stopień zasolenia, w Morzu Martwym nie występuje żadne życie organiczne. Są za to bogate zasoby soli, dzięki której może swobodnie dryfować. Warto jednak dawkować sobie tę przyjemność i raczej nie pływać zaraz po goleniu ze względu na możliwość podrażnienia skóry. Przy wejściu do morza, znajduje się także wielki dół z błotem do robienia naturalnych maseczek. To samo błoto można też kupić w drogeriach, ale już za nieco wyższą cenę. ☺

Samo Morze Martwe jest usytuowane wśród gór i malowniczych klifów, gdzie można dodatkowo wybrać się na trekking. Są tam parki narodowe z naturalną florą i fauną (choć spotkanie zwierzęcia, jak wszędzie, bywa rzadkie), a także możliwość zwiedzenia zabytkowych ruin, np. starożytnej synagogi. Ze względu na wysoki stopień zasolenia, Morze Martwe Po drodze warto odwiedzić fabrykę kosmetyków organicznych Ahava. Fabryka, wbrew pozorom, jest niewielka, ale i tak robi wrażenie. Do tego posiada firmowy sklep, w którym można się obkupić we wszystkie wymarzone produkty. Osobiście bardzo lubię tę markę i potwierdzam, że nie testuje ona swoich produktów na zwierzętach.

Tak więc, jeżeli nie macie jeszcze żadnych planów wakacyjnych – zdecydowanie polecam wyprawę do Izraela!

217921_3078811059505_1251166561_n

251419_3406104961648_1288299023_n

Źródło:

Podobne artykuły:

1 Response

  1. Piotr napisał(a):

    Chciałbym polecić wegańską restaurację i pub w Tel Awiwie – Bar Kayma (adres: Hamaszbir 22). Jest to spółdzielnia założona przez uczestników protestów społecznych z 2011 r. Znajduje się co prawda trochę na uboczu, ale można tam naprawdę smacznie (i myślę, stosunkowo niedrogo) zjeść , posłuchać co parę dni niezłych koncertów, a także wziąć udział w innych wydarzeniach kulturalnych i edukacyjnych, zaś przede wszystkim poznać wielu sympatycznych i interesujących ludzi (prawdopodobnie najlepsza miejscówka na poznawanie Izraelczyków w Tel Awiwie) Zapraszam i pozdrawiam!

Dodaj komentarz