Zimowa 13-tka

facebooktwitterpinterest

Pierwszy lutego, pierwsze długie wybieganie w tym roku. Ostatnie dni obfitowały w mrozy i prawdziwe śnieżyce, które przyniosły nam grubą warstwę białego puchu. Wszyscy ci, którzy narzekali na brak zimy i wysokie temperatury nareszcie byli usatysfakcjonowani. Ja…troszkę mniej.

Zbyt duża ilość śniegu uniemożliwia bowiem efektywne wybieganie w terenie. Trening zamienia się w powolne brnięcie w śniegu, co pod kątem siłowym jest niewątpliwie bardzo korzystne, ale raczej nie przypomina normalnych warunków biegowych. A już na pewno nie tych, jakie panują podczas biegów ulicznych (zawodów). Dodatkowo, śnieg wpadający za buty może spowodować zapalenie ścięgna Achillesa na skutek dużego i długotrwałego wychłodzenia nogi. Im dłuższe wybieganie, tym więcej czasu na  zewnątrz, co niekoniecznie jest dobre dla naszego ciała i np. skóry twarzy. Wbrew pozorom odmrożenia nie pojawiają się tylko u alpinistów. Na koniec warto jeszcze wspomnieć o nierównej i śliskiej nawierzchni, która niestety bywa bardzo niebezpieczna podczas biegania. Łatwo skręcić kostkę, a w skrajnych przypadkach rozbić głowę.

Oczywiście, większości tych negatywnych aspektów zimowego biegania można z łatwością zapobiec planując treningi z głową. Podstawa to odpowiednie obuwie – zresztą nie tylko zimą. Buty muszą być dobrej jakości, co niestety często wiąże się z wysoką ceną, ale też nie kupujemy obuwia sportowego co tydzień. Poza tym w przypadku biegania to tak naprawdę jedyna inwestycja. Myślę, że nasze bezpieczeństwo i komfort są tego warte. Moje buty zimowe, w których biegam z powodzeniem już drugi sezon, to Nike Gore-Tex Air Pegasus 29. Materiał Gore-Tex idealnie chroni przed wodą i zimnem (buty naprawdę nie przemakają!), a specjalna siateczka zapewnia odpowiedni dopływ powietrza. Dodatkowym atutem jest wkładka Fitsole, która dopasowuje się do stopy i zapewnia lepszą stabilizację podczas biegu w terenie. Jednak dla mnie największym atutem tych butów jest podeszwa antypoślizgowa. Wiadomo, że przy dużym oblodzeniu nawierzchni żaden but nie zapewni 100% przyczepności, ale z czystym sumieniem mogę przyznać, że Air Pegasusy wypadają o niebo lepiej na tle tradycyjnego obuwia biegowego. Myślę, że gdy planuje się biegi terenowe zimą, warto zaopatrzyć się w buty zimowe, ponieważ te letnie mają po prostu inne właściwości. Nie jest to tylko zabieg marketingowy mający na celu wyciągnięcie od nas pieniędzy na kolejną parę obuwia, ale po prostu rozsądna inwestycja. Swoje Pegasusy przetestowałam rok temu w polskich Tatrach, gdzie biegałam m.in. przez Dolinę Chochołowską i Dolinę Kościeliską, czyli wszędzie ponad 10 km, przy temperaturze poniżej 0 °C. Buty zdały test z wyróżnieniem!

buty goretex

Kolejnym ważnym elementem jest odpowiedni ubiór. Osobiście zainwestowałam w legginsy zimowe Nike Dry Fit, które bardzo dobrze trzymają ciepło i nie ograniczają ruchów. Jednak z powodzeniem można biegać w innych legginsach czy spodniach, grunt by zapewniały odpowiednią swobodę ruchu nóg. Nawet jeśli nie są wystarczająco ciepłe, zawsze można założyć bieliznę termoaktywną. Na górę zakładam bluzki z długim rękawem, polar i kamizelkę. Lubię kieszonki, do których można schować telefon i chusteczki – niezbędny zestaw podczas każdego biegu. Warto też zadbać o ochronę głowy, a zwłaszcza uszu, które są najbardziej podatne na wyziębienie. Czapki to, niestety, nie moja bajka. Nie lubię i korzystam bardzo rzadko, przy naprawdę ekstremalnych temperaturach. Znacznie bardziej wolę opaski, które są dla mnie wygodniejsze i nie powodują nieprzyjemnego elektryzowania się włosów. Korzystam z akcesoriów biegowych Karimore Run – opaska, rękawiczki, pas na drobne przedmioty. Niestety, rękawiczki nie trzymają ciepła na tyle, by ręce nie zmarzły podczas biegu, który trwa dłużej niż godzinę. Myślę, że przy naprawdę niskich temperaturach, nie ma na to rady, no chyba, że ktoś spróbuje bieganie w rękawicach narciarskich. Dla mnie – mało praktyczne. Natomiast jeśli chodzi o ochronę skóry to, trochę wbrew sobie, musiałam przekonać się do tłustych kremów. Niestety, nie są one zbyt przyjemne w użyciu, ponieważ – jak sama nazwa wskazuje – tworzą tłustą, niekiedy ciężką warstwę na skórze. Co więcej, sporo z nich nie nadaje się do uprawiania sportu, ponieważ spływa z potem, co jest dodatkowo niebezpieczne dla skóry podczas dużych mrozów. Do tej pory nie udało mi się znaleźć idealnego kremu na zimę, ale pozostaję dobrej myśli.

Mój ostatni bieg zaliczam do udanych, ale bez rewelacji. Niestety, duża ilość śniegu sprawiła, że trudno było biec z myślą o trzymaniu jakiegokolwiek stałego tempa. Wyczynem było po prostu biec… Sądzę, że gdyby odpowiednie władze zajęły się odśnieżeniem leśnych ścieżek, ucieszyłoby to nie tylko biegaczy, ale również amatorów nart biegowych. Zapewne mieli oni podobne problemy z przedzieraniem się przez zaspy śnieżne, co ja. Mimo wszystko, uważam, że od czasu do czasu warto pobiegać w terenie nawet przy dużym śniegu. Idealnie kształtuje to charakter i wyrabia siłę biegową, co z pewnością zaprocentuje podczas zawodów. Tak szykowałam się do zeszłorocznego półmaratonu, na którym całkiem niespodziewanie udało mi się poprawić czas o całe 6 minut, mimo iż temperatura i ogólne warunki pogodowe były jak na marzec wyjątkowo zimowe. Jednak brak śniegu i płaskie, równe podłoże w postaci warszawskich ulic sprawiły, że bieg ten zdawał się o wiele prostszy niż moje leśne treningi. A poza tym, w przypadku długich wybiegań trening na bieżni mechanicznej może być zbyt monotonny, choć na pewno mniej męczący. Jednak warto czasem skorzystać z zimowej aury, zażyć trochę świeżego powietrza i zmierzyć się z zasypanymi ścieżkami. Zwłaszcza przy tak pięknych widokach. 🙂

DSCN1281

DSCN1287

DSCN1295

DSCN1302

Podobne artykuły:

Dodaj komentarz